Warszawska policja zwolniła mężczyznę zatrzymanego w związku z serią fałszywych alarmów dotyczących m.in. osób związanych z Telewizją Republika. Śledczy ustalili, że jego dane i skrzynka mailowa miały zostać wykorzystane bez jego wiedzy.
Sprawa serii fałszywych zgłoszeń dotyczących zagrożeń życia i podłożenia ładunków wybuchowych nabrała nowego obrotu. Stołeczna policja poinformowała w niedzielę, że zatrzymany dwa dni wcześniej 53-letni mężczyzna został zwolniony, ponieważ zgromadzony materiał dowodowy nie potwierdził jego świadomego udziału w procederze.
Według ustaleń śledczych doszło do nieuprawnionego wykorzystania danych osobowych mężczyzny oraz dostępu do jego poczty elektronicznej. To właśnie z niej miały być wysyłane fałszywe wiadomości, które wywołały interwencje służb w różnych częściach kraju.
Policja przekazała, że mężczyzna współpracował z funkcjonariuszami i od początku deklarował chęć pomocy w wyjaśnieniu sprawy. W związku z nowymi ustaleniami otrzyma status pokrzywdzonego. Taki sam status mają uzyskać jeszcze dwie inne osoby, których dane również zostały wykorzystane przez sprawców.
Śledztwo dotyczy serii alarmów, które w ostatnich dniach wywołały duże zamieszanie, szczególnie wokół środowiska Telewizji Republika. Według informacji przekazywanych przez stację, służby otrzymywały zgłoszenia sugerujące zagrożenie życia, próby samobójcze lub informacje o materiałach wybuchowych w miejscach związanych z dziennikarzami i pracownikami telewizji.
Jedna z najbardziej komentowanych interwencji miała miejsce w domu redaktora naczelnego Tomasz Sakiewicz. Policja tłumaczyła później, że działała po zgłoszeniu dotyczącym osoby mogącej znajdować się w stanie zagrożenia życia. Funkcjonariusze zastosowali kajdanki wobec kobiety przebywającej w mieszkaniu, ponieważ – jak podkreślano – odmawiała współpracy i identyfikacji.
W sprawę zaangażowane są obecnie wyspecjalizowane jednostki, w tym Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości oraz CBŚP. Policja podkreśla, że postępowanie ma charakter rozwojowy, a działania koncentrują się teraz na ustaleniu osób odpowiedzialnych za organizowanie i rozsyłanie fałszywych alarmów.
Wokół sprawy trwa także polityczna dyskusja. Głos zabrali m.in. Karol Nawrocki oraz szef BBN Bartosz Grodecki, którzy zwracali uwagę na skalę interwencji wobec dziennikarzy. Z kolei minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński podkreślał, że służby reagowały zgodnie z procedurami i każdorazowo działały w związku z potencjalnym zagrożeniem życia lub zdrowia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze