Reklama

Dlaczego nie rodzimy dzieci? Ekspert wskazuje przyczyny, o których milczy społeczeństwo

„Do Rzeczy” zwraca uwagę na rozmowę, jaką KAI przeprowadziła z Mateuszem Łakomym – demografem i autorem książki „Demografia jest przyszłością”. Badacz nie ma wątpliwości: zanim pojawi się dziecko, musi pojawić się związek. A z tym właśnie współczesnym Polakom idzie najtrudniej.

Łakomy podkreśla, że kryzys urodzeń nie jest zjawiskiem wyłącznie polskim. W państwach rozwiniętych malejąca dzietność stała się niemal regułą, a światowa mapa demografii pokazuje spadki nawet tam, gdzie jeszcze niedawno rodziło się mnóstwo dzieci. Demograf ocenia, że to zjawisko o potencjale kryzysowym: demografia wpływa na gospodarkę, innowacyjność, funkcjonowanie państwa—i jeśli przez dłuższy czas utrzymuje się poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, populacja zaczyna się kurczyć. A pierwsze symptomy tego procesu już widzimy.

Jednocześnie żyjemy w czasach, w których ludzie po raz pierwszy w historii mają tak duży wpływ na własną płodność. Dzieci nie pojawiają się już „same z siebie” wraz z trwaniem związku — to decyzje, planowanie i kalkulacje.

Reklama

Samotni w tłumie

Choć Polacy nadal deklarują, że chcą mieć dzieci — przynajmniej jedno — rzeczywistość wygląda inaczej. Łakomy zauważa, że podstawową blokadą nie jest niechęć do rodzicielstwa, tylko coś wcześniejszego: trudność w tworzeniu i utrzymaniu relacji. Badania pokazują, że w grupie wiekowej 18–29 lat aż ok. 45 proc. młodych ludzi nie ma partnera, nie randkuje, nie buduje żadnych relacji intymnych. W małżeństwie jest zaledwie 12 proc.

Dlaczego tak trudno się dziś spotkać i związać?

Demograf wskazuje trzy główne czynniki:

Reklama
  1. Rozjazd w wykształceniu kobiet i mężczyzn – kobiety kończą studia znacznie częściej, co zaburza tradycyjne wzorce dobierania partnerów.

  2. Trudne doświadczenia z domów rodzinnych – wielu młodych dorosłych wyniosło z dzieciństwa lęk przed powtarzaniem toksycznych schematów.

  3. Smartfony i życie online – technologia zastępuje realne interakcje, pogłębia izolację i utrudnia budowanie więzi.

A gdy para już się stworzy, na drodze do posiadania dzieci pojawiają się kolejne przeszkody: brak stabilnej pracy, niepewne umowy i niemal mityczna już trudność w zdobyciu własnego mieszkania.

Reklama

Mit wielodzietności uboższych

„Do Rzeczy” zauważa, że Łakomy prostuje także pewien upowszechniony stereotyp. W krajach rozwiniętych to nie osoby słabiej wykształcone mają więcej dzieci, lecz właśnie te lepiej sytuowane — z prostego powodu: łatwiej pokonują bariery ekonomiczne i emocjonalne związane z założeniem rodziny. Silny jest również związek między dzietnością a religijnością.


Czy Kościół może jeszcze pomóc młodym?

Zdaniem demografa — tak, i to bardziej niż mogłoby się wydawać. Kluczowe jest tworzenie dla młodych przestrzeni spotkań, rozmów i wspólnoty: zarówno formacyjnej, jak i zwyczajnie towarzyskiej. Kursy przedmałżeńskie również mają swoją rolę – często jako jedyne miejsce, gdzie młodzi mogą nauczyć się czegoś o relacjach, rozmowie, różnicach temperamentów czy etapach miłości.

Reklama

Łakomy dodaje, że również osoby niereligijne korzystają z takich środowisk. Jeśli zależy nam na tym, by kolejne pokolenie miało większe szanse na stabilne życie rodzinne — warto, by dzieci dorastały przynajmniej na obrzeżach kultury, która rodzinę traktuje poważnie.

 

Źródło: DoRzeczy

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości