Reklama

Dla Leszka Millera to było za dużo: porównał Zełenskiego do „ruskiej onucy”

Polska od pierwszego dnia wojny była państwem, które jako pierwsze i przez długi czas jedyne narażało się dla Ukrainy. Polacy dobrze wiedzą, co znaczy wojna – czym jest nagła ucieczka, pozostawienie rodziny, konieczność walki o życie. Dlatego właśnie otworzyliśmy domy i serca, przyjmując miliony uchodźców, dzieląc się wszystkim, co mieliśmy. Było nam ich po prostu żal – chcieliśmy pomóc, bo sami pamiętamy, czym jest dramat wojny.

Jednak w pewnym momencie wielu Ukraińców zaczęło postępować w sposób dla Polaków trudny do zrozumienia. Z perspektywy chłodnego obserwatora być może było to naturalne – zwłaszcza że Ukraińcy nigdy nie darzyli nas szczególną sympatią. W praktyce wyglądało to tak, jakby gardzili naszym poświęceniem, nie doceniali pomocy, jaką im okazaliśmy, a w wielu sytuacjach po prostu traktowali nas instrumentalnie.

Co więcej – wielu obserwatorów podkreśla, że od samego początku Ukraina starała się wciągnąć Polskę, a co za tym idzie całe NATO, do bezpośredniej konfrontacji z Rosją. Przykładem są ostatnie wydarzenia związane z dronami naruszającymi polską przestrzeń powietrzną. Wołodymyr Zełenski zasugerował wówczas, że nasze wojsko nie byłoby w stanie poradzić sobie z takim zagrożeniem.

Reklama

To wywołało ostrą reakcję Leszka Millera, byłego premiera. – Człowiek, który sączy rosyjską propagandę i mówi, że Polska jest bezbronna, to jest ruska onuca – ocenił w Radiu ZET. Miller stwierdził, że Zełenski „absolutnie przeholował” i nie powinien podważać zdolności obronnych naszego kraju.

Prezydent Ukrainy w wywiadzie dla Sky News tłumaczył przewrotnie: – To nie jest krytyka wobec naszych polskich przyjaciół. Oni nie są w stanie wojny, więc jasne jest, że nie są gotowi na takie rzeczy. Ale nawet jeśli porównamy: my zestrzeliliśmy ponad 700 dronów, a oni mieli 19 i strącili 4. Nie mieli rakiet, pocisków balistycznych itd.

Reklama

Dla Leszka Millera jednak te słowa nie były niewinnym porównaniem, ale celowym działaniem. Według niego Zełenski chce sprowokować NATO do większego zaangażowania i wciągnięcia sojuszu w bezpośrednią walkę. – Celem Zełenskiego, obok pokonania Rosji, jest spowodowanie, by żołnierze państw NATO pojawili się na Ukrainie i podjęli walkę zbrojną z Rosją. My zaś mamy interes odwrotny – trzymać się jak najdalej od tego konfliktu – podkreślał były premier Polski.

Na pytanie, czy nie przesadził, nazywając prezydenta Ukrainy „ruską onucą”, Miller odpowiedział, że jeśli takie słowa wypowiada zagraniczny polityk, to wpisują się one w typową narrację rosyjskiej propagandy.

Reklama

Były premier zaznaczył również, że nie wierzy w możliwość ataku Putina na Polskę czy inne kraje NATO, bo oznaczałoby to globalny konflikt. – Putin jest racjonalny, wierzę w siłę odstraszającą NATO – stwierdził.

Na koniec odniósł się też do zarzutów Pawła Kowala dotyczących uzależnienia Polski od rosyjskiego gazu w czasie jego rządów, odpierając je jako „kłamstwa” i nazywając Kowala „eksponentem interesów Ukrainy w Polsce”.


Źródło: wydarzenia.interia.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości