Reklama

Cztery minuty grozy w autobusie 186

Pasażerowie autobusu linii 186 ujawnili nowe szczegóły dramatycznego przejazdu przez warszawską Ochotę. Według ich relacji kierowca już wcześniej prowadził pojazd w nietypowy sposób, a po uderzeniu w latarnię i utracie lusterka nie zakończył kursu. Kilka minut później autobus zderzył się z tramwajem, taranował kolejne przeszkody i wjechał do przejścia podziemnego przy Dworcu Zachodnim. Przyczyny zdarzenia nadal bada prokuratura.

Pasażerowie zauważyli niepokojącą jazdę

Do wypadku doszło 5 lipca 2026 roku po godz. 18. Autobus linii 186 rozpoczął kurs z pętli Szczęśliwice i kierował się w stronę Białołęki. Osoby podróżujące pojazdem twierdzą, że problemy były widoczne jeszcze przed najpoważniejszymi zderzeniami.

Według jednej z pasażerek autobus jechał blisko krawędzi jezdni, a jego gwałtowne ruchy rzucały ludźmi wewnątrz. Wkrótce pojazd zahaczył o latarnię, w wyniku czego stracił lusterko. Pasażerowie zaczęli domagać się zatrzymania autobusu i otwarcia drzwi. 

Prezes Miejskich Zakładów Autobusowych Jan Kuźmiński przyznał, że po utracie lusterka kierowca powinien przerwać kurs, zatrzymać pojazd i oczekiwać na pomoc techniczną. Tak się jednak nie stało. 

Reklama

„Wysadzę państwa na następnym przystanku”

Na przystanku Banacha część podróżnych spodziewała się zakończenia niebezpiecznej jazdy. Z relacji pasażerki wynika, że kierowca zapowiedział: „Wysadzę państwa na następnym przystanku”. Drzwi zostały jednak zamknięte, a autobus ponownie ruszył. 

Pojazd przejeżdżał przez kolejne skrzyżowania, uderzając w elementy infrastruktury i inne pojazdy. Pasażerowie relacjonowali, że w autobusie wybuchła panika, a część osób krzyczała do kierowcy, by natychmiast się zatrzymał.

– Jechaliśmy zamknięci, jakby w jakiejś puszce – opisywała jedna z uczestniczek zdarzenia. 

Reklama

Zderzenie z tramwajem i samochodami

Około godz. 18.19 autobus wjechał na skrzyżowanie ulic Banacha, Grójeckiej i Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Najpierw staranował sygnalizator, wyłączając światła na skrzyżowaniu, a następnie uderzył w tramwaj, który wykonywał manewr zgodnie z pierwszeństwem przejazdu. Po zderzeniu autobus nie zatrzymał się i kontynuował jazdę. 

Do kolejnych kolizji dochodziło na ulicy Bitwy Warszawskiej 1920 roku. W zdarzeniu uczestniczyło łącznie 14 samochodów osobowych. Autobus przejeżdżał przez barierki, sygnalizację oraz drogowe elementy zabezpieczające. Pierwsze zgłoszenia o pojeździe taranującym auta zaczęły wpływać do służb około godz. 18.22. 

Reklama

Autobus wpadł do przejścia

Finał niekontrolowanego przejazdu nastąpił w rejonie Ronda Zesłańców Syberyjskich. Autobus zjechał z jezdni, przejechał przez pas zieleni oraz wysepkę dla pieszych i rowerzystów, a następnie po schodach i pochylni wpadł do przejścia podziemnego. Razem z nim do tunelu został zepchnięty samochód osobowy. Pojazd uderzył w betonową konstrukcję około godz. 18.23. 

Po zatrzymaniu autobusu część pasażerów wydostawała się przez uszkodzone okna. Poszkodowanych zostało sześć osób. Dwie, w tym osoba niepełnoletnia, przewieziono do szpitala. Nikt nie zginął. 

Reklama

Kierowca mówi o awarii

Autobusem kierował 58-letni mężczyzna. Badanie alkomatem wykazało, że był trzeźwy, a test na obecność środków odurzających dał wynik negatywny. Bezpośrednio po zdarzeniu kierowca mówił policjantom o problemach z hamowaniem i możliwej awarii technicznej. 

Kilka dni później zapewniał, że próbował opanować sytuację.

– Robiłem, co mogłem. Zawiodło coś, na co nie miałem wpływu – powiedział. Kierowca został przesłuchany w charakterze świadka i nie usłyszał zarzutów. 

Śledczy analizują czarną skrzynkę

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota prowadzi śledztwo dotyczące sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Badane są między innymi możliwa usterka układu kierowniczego oraz awaria elektronicznego systemu sterującego pedałem przyspieszenia. 

Reklama

Zabezpieczono monitoring z wnętrza autobusu, elektroniczne dane pojazdu oraz zapis z jego czarnej skrzynki. Śledczy mają sprawdzić zarówno stan techniczny maszyny, jak i wpływ działań kierowcy na przebieg zdarzenia. Według prokuratury analiza może potrwać kilka tygodni. 

MZA zaznaczyły, że w serii autobusów, do której należał rozbity Solaris Urbino 18, nie odnotowywano wcześniej awarii pedału przyspieszenia. Przewoźnik i producent wykluczyli także techniczną możliwość zdalnego przejęcia kontroli nad pojazdem. Ostateczną przyczynę wypadku mają ustalić biegli.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama