Wtorkowe popołudnie na warszawskiej Woli zamieniło się w sceny, które mieszkańcy bloku przy ul. Jana Olbrachta jeszcze długo będą wspominać z niedowierzaniem. Wszystko zaczęło się od wizyty córki u swojej mamy. Kiedy weszła do mieszkania, natknęła się na ciało 68-letniej Ewy. W środku był także jej wieloletni partner, Jerzy. Mężczyzna zamknął się w łazience i nie chciał wyjść.
Na miejsce błyskawicznie ruszyły służby — pogotowie ratunkowe i policja. Z pozoru spokojny blok nagle wypełniły sygnały karetek i radiowozów. Sąsiedzi wyglądali przez okna, próbując zrozumieć, co się wydarzyło za drzwiami jednego z mieszkań na trzecim piętrze.
Jak ustalił reporter „Faktu”, Jerzy miał być pod wpływem alkoholu. Gdy policjanci weszli do mieszkania, znaleźli go zamkniętego w łazience. Według relacji świadków groził, że ma przy sobie nóż i może go użyć. Do akcji skierowano dodatkowych funkcjonariuszy wyposażonych w tarcze ochronne.
Mieszkańcy bloku słyszeli podniesione głosy i odgłosy szamotaniny.
— Najpierw pojawiła się karetka, więc pomyślałem, że ktoś po prostu źle się poczuł. W naszym bloku mieszka sporo starszych osób. Ale chwilę później podjechały radiowozy na sygnale i zrobiło się naprawdę poważnie — opowiada jeden z sąsiadów.
Jak relacjonuje, policjanci przez dłuższą chwilę próbowali nakłonić mężczyznę do otwarcia drzwi.
— Słyszałem, jak krzyczeli, żeby odłożył nóż i wyszedł z łazienki. W pewnym momencie zrobiło się bardzo nerwowo. Nie wiedzieliśmy, co tam się dzieje — mówi mieszkaniec tego samego piętra.
Według ustaleń służb Jerzy miał w pewnym momencie próbować targnąć się na własne życie. Interweniujący ratownicy i policjanci zdołali jednak opanować sytuację. Mężczyzna został obezwładniony i wyprowadzony z budynku w kajdankach. Najpierw trafił do szpitala, a później do policyjnej celi.
Na razie śledczy nie przesądzają, czy doszło do zabójstwa. Kluczowe znaczenie ma mieć sekcja zwłok kobiety, która ma odpowiedzieć na pytanie o dokładną przyczynę śmierci.
69-letni Jerzy po wytrzeźwieniu ma zostać przesłuchany przez prokuratora. To wtedy mogą zapaść pierwsze decyzje dotyczące ewentualnych zarzutów i dalszych losów mężczyzny.
Jeszcze przez wiele godzin po interwencji mieszkanie na trzecim piętrze było zabezpieczone przez policję. Funkcjonariusze prowadzili oględziny, zbierali ślady i przesłuchiwali świadków.
— Policja działała tam praktycznie do północy. Dopiero późnym wieczorem podjechał samochód do transportu zwłok. Wtedy dotarło do mnie, że wydarzyło się coś naprawdę strasznego — opowiada poruszony sąsiad.
Największy szok przeżywają dziś mieszkańcy bloku, którzy od lat mijali Ewę i Jerzego na klatce schodowej. W ich relacjach para jawi się jako spokojni, cisi ludzie, którzy nie sprawiali żadnych problemów.
Ewa niedawno przeszła dwie operacje biodra i poruszała się o kulach. Sąsiedzi wspominają ją jako ciepłą i serdeczną kobietę.
— Zawsze była miła, uprzejma. Tam nigdy nie było żadnych awantur. Nie pamiętam żadnej interwencji policji pod ich adresem — mówi jeden z mieszkańców.
Inni dodają, że jeszcze kilka dni temu widzieli parę razem na spacerze.
— Zachowywali się normalnie, elegancko. Nic nie wskazywało na to, że mogło dojść do takiego dramatu. Do dziś nie możemy tego zrozumieć — przyznają sąsiedzi.
Dziś wokół mieszkania na trzecim piętrze panuje cisza. Za zamkniętymi drzwiami śledczy próbują ustalić, co wydarzyło się w ostatnich godzinach życia Ewy i czy za jej śmiercią stoi ktoś, kogo znała od lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze