Reklama

„Ciszej nad tą trumną” i „Cud nad Wisłą” – 70 lat od śmierci autora słów, które przeszły do historii

Siedemdziesiąt lat temu, 20 października 1955 roku, w Londynie zmarł Stanisław Stroński – wybitny romanista, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wicepremier rządu RP na uchodźstwie, a zarazem jeden z najbardziej wpływowych – i najbardziej kontrowersyjnych – publicystów II Rzeczypospolitej.

Był człowiekiem słowa: precyzyjnego i ciętego. Jego teksty potrafiły rozpalać wyobraźnię, ale i prowokować debatę publiczną. W historii polskiej polityki zapisał się jako autor sformułowania „Cud nad Wisłą”, które – choć wymyślone z przekąsem – przeszło do narodowego kanonu.


Od trubadurów do polityki

Stroński urodził się 18 sierpnia 1882 roku w Nisku. Od młodości związany był z ruchem narodowym – należał do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, a następnie do Ligi Narodowej i Stowarzyszenia Demokratyczno-Narodowego. Kształcił się we Lwowie, Paryżu i Lipsku; w 1909 roku uzyskał doktorat na Sorbonie.

Reklama

Jako romanista specjalizował się w literaturze prowansalskiej – był jednym z najwybitniejszych na świecie znawców twórczości trubadurów, a jego prace naukowe cytowane są do dziś. Od 1919 roku wykładał na Uniwersytecie Jagiellońskim, a później, już po konflikcie z sanacją, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.


Polityk i publicysta z ostrym piórem

Na politycznej scenie II RP Stroński pojawił się w 1919 roku jako poseł, związany z ruchem narodowym. W latach 1920–1924 był redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”, a później również „Warszawianki”.

Reklama

To właśnie na łamach prasy narodowej powstało określenie „Cud nad Wisłą” – ironiczne porównanie do francuskiego „Cudu nad Marną”, które miało umniejszyć zasługi Józefa Piłsudskiego w zwycięstwie nad bolszewikami w 1920 roku. Historia bywa jednak przewrotna – ironia endeka stała się symbolem jednej z najważniejszych kart polskiego heroizmu.


„Zawada” i „Ciszej nad tą trumną” – cień Narutowicza

W grudniu 1922 roku Stroński opublikował w „Rzeczpospolitej” artykuł „Zawada”, w którym ostro skrytykował wybór Gabriela Narutowicza na prezydenta RP. Tekst, utrzymany w duchu nacjonalistycznej mobilizacji, stał się częścią atmosfery nienawiści, jaka doprowadziła do tragicznego mordu w warszawskiej Zachęcie.

Reklama

Po śmierci Narutowicza Stroński próbował łagodzić nastroje – opublikował apel „Ciszej nad tą trumną…”, wzywający do spokoju. 

Lata później, w rozmowie z Adamem Pragierem w 1939 roku, miał przyznać, że jego ówczesne działania były „najcięższym błędem życia”.


W cieniu Piłsudskiego i sanacji

Stroński był jednym z najostrzejszych krytyków Piłsudskiego. W 1926 roku, gdy Marszałek sięgnął po władzę w zamachu majowym, poseł narodowej prawicy odważnie sprzeciwił się siłowemu rozwiązaniu. Zapłacił za to dotkliwie – po przewrocie został pobity przez sanacyjne bojówki.

Reklama

To właśnie wobec niego Piłsudski miał użyć słynnej obelgi „zaplutego karła reakcji”, która potem zrobiła karierę w propagandzie PRL – tym razem już jako określenie żołnierzy podziemia antykomunistycznego.


Emigracja i ostatnie lata

Po wybuchu II wojny światowej Stroński opuścił kraj. W rządzie gen. Władysława Sikorskiego pełnił funkcję wicepremiera i ministra informacji i dokumentacji. Choć był politykiem o ogromnej wiedzy i doświadczeniu, jego bezkompromisowość utrudniała współpracę z innymi emigracyjnymi środowiskami.

Po wojnie pozostał w Londynie. Kierował Związkiem Pisarzy Polskich na Obczyźnie, współtworzył Polskie Towarzystwo Naukowe na Obczyźnie, wykładał na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie. Zmarł 20 października 1955 roku. Spoczywa na katolickim cmentarzu St Mary’s w Kensal Green w Londynie.

Reklama

Dziedzictwo trudne do osądzenia

Stanisław Stroński był postacią paradoksalną. Uczony o światowej renomie, który całe życie poświęcił słowu – i który przez słowo stał się symbolem politycznej gorączki swojej epoki. Jego życie łączyło świat nauki i pasję polityki, moralną refleksję i publicystyczną zadziorność, patriotyzm i błędy, które potrafił później nazwać po imieniu.

Po 70 latach od śmierci warto o nim pamiętać nie tylko jako o twórcy zwrotu „Cud nad Wisłą”, ale przede wszystkim jako o człowieku, który w dramatycznych czasach II Rzeczypospolitej stawiał pytanie o granice odpowiedzialności za słowo.

Reklama

 

 

red./PAP, wikipedia

 

 

red./PAP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości