Norweska rodzina królewska przeżywa jeden z najtrudniejszych momentów od lat. Gdy we wtorek przed sądem w Oslo ma rozpocząć się proces syna księżnej koronnej, media ujawniają nowe informacje, które jeszcze bardziej pogłębiają kryzys wizerunkowy przyszłej królowej Norwegii. W dokumentach związanych z Jeffreyem Epsteinem, opublikowanych w Stanach Zjednoczonych, nazwisko Mette-Marit pojawia się ponad tysiąc razy.
Miliony stron akt dotyczących amerykańskiego finansisty i przestępcy seksualnego wywołały poruszenie na całym świecie. W Norwegii wybuchł jednak szczególny szok. Krajowe media potwierdziły, że księżna koronna utrzymywała intensywny kontakt mailowy z Epsteinem w latach 2011–2014, a więc już po tym, jak publicznie znane były oskarżenia o wykorzystywanie nieletnich.
Ujawnienie tych informacji zbiegło się w czasie z poważnymi problemami prawnymi jej najstarszego syna, urodzonego przed zawarciem małżeństwa z następcą tronu. We wtorek mężczyzna stanie przed sądem, oskarżony m.in. o gwałt i przemoc wobec kobiet.
Dla wielu Norwegów zaskakująca była już sama skala kontaktów księżnej z Epsteinem. Jeszcze większe oburzenie wywołała jednak treść ujawnionej korespondencji. W jednym z maili Mette-Marit pytała, czy „niestosowne byłoby, gdyby matka zaproponowała dwie nagie kobiety niosące deskę surfingową jako tapetę na komputer dla swojego 15-letniego syna”.
W innym przypadku, odpowiadając na wiadomość Epsteina, który pisał, że w Paryżu „szuka żony”, księżna stwierdziła, że francuska stolica jest „dobra do cudzołóstwa”, dodając, że Skandynawki są „lepszym materiałem na żonę”.
Tymczasem już w 2008 roku Epstein przyznał się do nakłaniania nieletniej do prostytucji. Mimo to w 2013 roku Mette-Marit spędziła cztery dni w jego rezydencji w Palm Beach na Florydzie.
Co więcej, w jednej z wiadomości z 2011 roku sama przyznała, że sprawdziła Epsteina w internecie i że „nie wyglądało to najlepiej”, kończąc zdanie uśmiechniętą emotikoną.
Zapytany o sprawę przez dziennikarzy premier Norwegii przyznał, że zgadza się z oceną, iż księżna wykazała się złym osądem. W oświadczeniu przesłanym mediom przez dwór królewski Mette-Marit podkreśliła, że bierze odpowiedzialność za swoje decyzje.
„Okazałam zły osąd i głęboko żałuję jakiegokolwiek kontaktu z Epsteinem. To po prostu wstydliwe” – napisała, dodając, że nie sprawdziła jego przeszłości wystarczająco dokładnie i zbyt późno zrozumiała, z jaką osobą ma do czynienia. Jednocześnie wyraziła solidarność z ofiarami jego przestępstw.
Ujawnienie korespondencji z Epsteinem nakłada się na proces syna księżnej, któremu prokuratura postawiła 38 zarzutów. Obejmują one m.in. gwałt, przemoc w związku, groźby karalne oraz transport 3,5 kilograma marihuany. Śledczy domagają się kary do 10 lat pozbawienia wolności. Oskarżony zaprzecza większości zarzutów, a proces ma potrwać do połowy marca.
Choć mężczyzna nie posiada tytułu ani oficjalnych obowiązków, sprawa poważnie nadwyrężyła wizerunek norweskiej monarchii, dotąd postrzeganej jako nowoczesna i bliska obywatelom. Część mediów zaczęła już otwarcie pytać, czy Mette-Marit – obciążona osobistymi skandalami i ujawnionymi kontaktami z Epsteinem – będzie w stanie w przyszłości objąć rolę królowej.
Dwór królewski podkreśla, że sprawy te nie są ze sobą powiązane. Dla opinii publicznej granica między nimi staje się jednak coraz mniej wyraźna.
Źródła: PAP, dw.com
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze