Po dziewięciu miesiącach przerwy spowodowanej chorobą nowotworową Beata Kozidrak znów wystąpiła z zespołem Bajm. Pierwszy w tym roku pełny koncert odbył się w Pszczynie i był mieszanką energii, wdzięczności i wzruszeń. Artystka nie kryła emocji – już po otwierającej show „Białej Armii” podziękowała publiczności za wsparcie w czasie leczenia.
„Chcę dla was dziś zaśpiewać z całego serca i całej swojej mocy – tu, w Pszczynie, w miejscu bliskim mojej rodzinie” – mówiła ze sceny.
„Dziękuję wszystkim, którzy myśleli o mnie ciepło, kiedy byłam w szpitalu – za maile i SMS-y”.
W repertuarze nie zabrakło największych hitów: „Myśli i słowa”, „Szklanka wody”, „Lola”, „Płynie w nas gorąca krew”, „Żal mi tamtych nocy i dni”, „Jezioro szczęścia” czy „Co mi panie dasz”, które wywołało euforię pod sceną. „Nie ma wody na pustyni” publiczność śpiewała chóralnie – na finał jednego z refrenów Kozidrak oddała widowni rolę chóru.
Koncertowe aranżacje Bajmu mają dziś bardziej rockowy charakter i jeszcze więcej dynamiki. Gitarowe solówki Piotra Bieleckiego i klimatyczne partie klawiszowe Marii Dobrzańskiej spinały utwory w spójną całość. Chórzystki zaprezentowały krótką wiązankę światowych hitów, m.in. z repertuaru Michaela Jacksona.
Jednym z najbardziej poruszających momentów była dedykacja „Dwóch serc, dwóch smutków”, którą Beata złożyła w hołdzie Joannie Kołaczkowskiej i Stanisławowi Soyce. Publiczność rozświetliła plac latarkami, a na scenie zapadła cisza.
W kulminacji „Tej samej chwili” Kozidrak dołożyła charakterystyczne wokalizy, a w stronę publiczności poleciały wielkie, kolorowe piłki. Po reakcji fanów widać było, że głos liderki Bajmu wciąż ma siłę, a z każdym kolejnym numerem nabierał pewności. To powrót, na który czekali wszyscy – i który pokazuje, że Beata Kozidrak nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
red./plejada.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze