Gdy w kwietniu 1957 roku do kin trafił „Kanał”, widzowie nie dostali filmu o bohaterach stojących na barykadach. Zobaczyli coś zupełnie innego – ludzi schodzących pod ziemię, do wilgotnych, ciemnych tuneli warszawskich kanałów. I właśnie tam, w tej klaustrofobicznej przestrzeni, Andrzej Wajda opowiedział jedną z najbardziej przejmujących historii o Powstaniu Warszawskim.
Jak sam reżyser mówił po latach, film był próbą pokazania tego, „jak daleko człowiek jest w stanie zajść dla idei, w którą naprawdę wierzy”.
Wywiad, którego udzielił w lipcu 2014 roku Polskiej Agencji Prasowej przy okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, dziś nabiera dodatkowego znaczenia. W 2026 roku mija bowiem sto lat od urodzin jednego z najwybitniejszych twórców polskiego kina.
Historia powstania „Kanału” zaczęła się od scenariusza Jerzego Stefana Stawińskiego – pisarza, scenarzysty, ale przede wszystkim żołnierza Armii Krajowej. To właśnie jego wojenne doświadczenia stały się fundamentem filmu.
Stawiński nie tworzył fikcji. Opisywał rzeczy, które widział na własne oczy.
Jako porucznik AK przeszedł kanałami razem ze swoim oddziałem w czasie walk na Starym Mieście. Znał ludzi, których później sportretował w scenariuszu – młodych powstańców pełnych entuzjazmu, dowódców świadomych odpowiedzialności i chaos, który pojawiał się w labiryncie podziemnych korytarzy.
Wajda wielokrotnie podkreślał, że to właśnie autentyczność była największą siłą tej historii.
— To był właściwie pamiętnik Stawińskiego — mówił. — Zapis kronikalny wydarzeń. Takiego obrazu wojny nikt wcześniej nie pokazał.
Zanim jednak film trafił w ręce Wajdy, scenariuszem interesował się inny znakomity reżyser – Andrzej Munk. Początkowo to on miał stanąć za kamerą.
Problem pojawił się w najmniej oczekiwanym miejscu: w samych kanałach.
Munk, który zaczynał jako dokumentalista, chciał zobaczyć przestrzeń, w której miałby rozgrywać się film. Z ekipą zszedł do jednego z warszawskich kanałów, po czym szybko wyszedł na powierzchnię.
— Nie da się zrobić filmu — stwierdził. — Tam jest kompletnie ciemno.
Dla Wajdy to jednak nie był problem techniczny, lecz wyzwanie artystyczne. Nie zastanawiał się nad tym, czy kanały są ciemne. Myślał o czymś zupełnie innym: co można w tej historii powiedzieć o człowieku.

Kanały do filmu nie powstały w studiu – choć początkowo taki był plan. Wytwórnia filmowa w Łodzi odmówiła jednak budowy dekoracji wewnątrz hali. Powód był prozaiczny: obawiano się, że woda potrzebna do scen zniszczy podłogę jedynego wówczas studia filmowego w Polsce.
Paradoksalnie była to decyzja, która uratowała autentyczność filmu.
Dekoracje zbudowano na zewnątrz. Dzięki temu powstała przestrzeń znacznie większa i bardziej realistyczna. Wajda wspominał szczególnie jeden moment: gdy bohaterowie otwierają właz kanału i do środka wpada światło dzienne.
Ten kontrast – oślepiający blask nad głową i mrok pod ziemią – nadał scenom prawdziwości, której nie dałoby się osiągnąć w studiu.
Publiczność w Polsce oczekiwała czegoś zupełnie innego.
Pierwszy film o Powstaniu Warszawskim miał, w powszechnym wyobrażeniu, pokazać heroiczne walki na barykadach. Tymczasem „Kanał” był opowieścią o klęsce, zagubieniu i powolnym gaśnięciu nadziei.
Dlatego początkowo reakcja widzów była chłodna.
Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy film został pokazany na festiwalu w Cannes i zdobył tam nagrodę. Wtedy polska publiczność zobaczyła, że historia powstania – opowiedziana w tak brutalnie szczery sposób – przemawia także do zagranicznej widowni.
— Polacy chcieli, żeby świat zobaczył, co naprawdę się stało — wspominał Wajda. — Jaką ofiarę ponieśli ludzie biorący udział w Powstaniu.
Dla wielu zagranicznych krytyków obraz Wajdy był czymś więcej niż filmem wojennym. Przypominał raczej wizję rodem z „Boskiej komedii” Dantego – zejście do piekła, które miało wymiar egzystencjalny, nie tylko historyczny.

Jedną z najbardziej pamiętnych scen filmu jest finał.
Wyczerpani bohaterowie docierają do wyjścia z kanału. Zatrzymuje ich krata. Za nią widać Wisłę i drugi brzeg Warszawy.
Widzowie wiedzieli, co znajduje się po tamtej stronie: Praga zajęta przez Armię Czerwoną. Wojska radzieckie stały nad rzeką i czekały, aż Powstanie upadnie.
Wajda nie musiał tego tłumaczyć wprost.
— Wtedy wystarczało to, co ludzie wiedzieli — mówił po latach. — Dzisiaj pewnie musiałbym pokazać czołgi albo jakieś symbole.
W latach 50. wystarczała sugestia. Resztę dopowiadała pamięć zbiorowa.
Choć od wydarzeń z 1944 roku minęły dekady, Powstanie Warszawskie wciąż pozostaje jednym z najbardziej emocjonalnych tematów polskiej historii.
Zdaniem Wajdy powód jest prosty: historia bywa wykorzystywana w bieżącej polityce.
— Dzisiaj Powstanie często służy różnym celom politycznym — mówił. — Stało się punktem odniesienia dla różnych orientacji.
Jednocześnie reżyser podkreślał, że dla większości społeczeństwa ważniejsza jest pamięć niż polityczne interpretacje.
Wajda często wracał do pytania, czy dziś – z perspektywy wielu lat i nowych badań historycznych – nakręciłby „Kanał” inaczej.
Odpowiedź była zawsze taka sama.
— Mój pogląd na Powstanie Warszawskie się nie zmienił — mówił.
I dodawał coś jeszcze: gdyby dziś dostał scenariusz Jerzego Stefana Stawińskiego, zrobiłby dokładnie ten sam film.
Bo „Kanał” nie jest tylko opowieścią o jednym epizodzie wojny. To historia o ludziach, którzy – nawet w chwili klęski – pozostają wierni temu, w co wierzą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze