Na moim balkonie stoi wielka skrzynia z ziemią. Wiosną owa ziemia pokrywa się kolejno krokusami, miniaturowymi żonkilami i szafirkami. Pomiędzy nimi z roku na rok coraz śmielej poczynają sobie zawilce, których kłącza dawno temu zwyczajnie buchnęłam z lasu. Ale w tym roku jest odmiana: najładniej ze wszystkiego rośnie szałwia…!
Pikanterii całej tej balkonowej historii dodaje fakt, że ja szałwii nigdy w swojej skrzyni nie wysiewałam… Nic zatem dziwnego, że w pierwszym odruchu potraktowałam dziarskie, patynowozielone wyrostki jak jakieś chwasty. Jednak zapach i dokładniejsze oględziny oraz porównanie z podobizną w atlasie roślin — nie pozostawiły złudzeń: to szałwia! Może i samosiejka, ale jednak zdrowa…