Reklama

Skandal w teatrze! Widzowie nagrywali nagą aktorkę podczas spektaklu

Aktorka Teatru Wybrzeże Justyna Bartoszewicz przyznała w rozmowie z PAP, że na scenie teatralnej nie czuje się dziś bezpiecznie. Powodem są nieodpowiedzialne zachowania widzów – fotografowanie i nagrywanie aktorów podczas spektakli, także w scenach nagości.

Na portalach społecznościowych Bartoszewicz opisała incydent, do którego doszło podczas przedstawienia „Memling. Historia końca świata” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. Jak relacjonowała, po premierze dowiedziała się od koleżanki, że jeden z widzów „bez skrępowania wyjął telefon i nagrywał scenę, w której aktorzy odgrywali nagie postaci z obrazu Memlinga”. Interweniowała inna kobieta z widowni, szturchając mężczyznę kolanem.

Pod wpisem aktorki pojawiło się wiele komentarzy od widzów i ludzi teatru. Wielu z nich zwracało uwagę, że podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej – od robienia zdjęć po korzystanie z telefonów podczas spektakli.

Reklama

– Nie mam szans zauważyć takich zachowań, bo nie widzę publiczności. Sama świadomość, że coś takiego może się powtórzyć, sprawia, że nie czuję się na scenie bezpiecznie – powiedziała Bartoszewicz.

Aktorka podkreśliła, że niekontrolowane zdjęcia i nagrania mogą zostać później wykorzystane w nieuprawniony sposób.

– Prawo oczywiście chroni artystów, ale zanim zadziała, nie mam żadnej kontroli nad tym, co ktoś zrobi z takim materiałem. Niezależnie od intencji – to bardzo niekomfortowe – dodała.

Zdaniem Bartoszewicz, fotografowanie i filmowanie podczas spektaklu nie tylko narusza prywatność aktorów, ale też przeszkadza innym widzom.

Reklama

– Wibrujący telefon naprawdę słychać, także na scenie. Potrafi wybić z rytmu i zburzyć atmosferę – wyjaśniła.

Przywołała też inne przykłady nieodpowiednich zachowań publiczności. Wspomniała Dorotę Kolak, która podczas „Raju dla opornych” odebrała frytki widzom siedzącym w pierwszym rzędzie, oraz aktora Roberta Zawadzkiego, który przerwał „Szewców”, gdy ktoś fotografował jego nagą scenę.

– Zszedł ze sceny, ubrał się i poprosił, by nie robić zdjęć, bo to go dekoncentruje. Widz przestał, a publiczność nagrodziła go brawami – opisała Bartoszewicz.

Reklama

Sama przyznała, że choć miewała powody, nigdy nie przerwała spektaklu – nawet wtedy, gdy podczas „Romea i Julii” dzieci rzucały w nią cukierkami.

Były dyrektor Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku, Dominik Nowak, uznał nagrywanie aktorów w scenach intymnych za „szczególnie naganne”.

– Nagość na scenie to forma ekspresji artystycznej. Takie obrazy powinny funkcjonować tylko w ramach dzieła, za zgodą twórców – podkreślił.

Zaznaczył też, że podobne incydenty zdarzają się rzadko, ale w teatrze konsekwentnie przypomina się o zakazie nagrywania i o kulturze odbioru.

Reklama

Bartoszewicz przyznała, że w niektórych zagranicznych teatrach widzowie muszą pozostawić telefony w specjalnych etui lub oddać je przed wejściem.

– To skuteczne, choć ogranicza wolność widza. Mam nadzieję, że u nas nie będzie potrzeby takich rozwiązań – stwierdziła.

Po publikacji wpisu aktorki Teatr Wybrzeże przypomniał w oświadczeniu, że „fotografowanie i nagrywanie spektakli jest kategorycznie zabronione” i że osoby łamiące ten zakaz mogą zostać poproszone o opuszczenie widowni.

„Zadbajmy razem o to, by teatr pozostał miejscem prawdziwego spotkania, tu i teraz” – zaapelowali przedstawiciele gdańskiej sceny.

Reklama

– Cieszę się, że po tej sytuacji rozgorzała dyskusja o teatralnym savoir-vivrze – zarówno wśród widzów, jak i w naszym zespole – podsumowała Justyna Bartoszewicz.

 

 

red./PAP

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/10/2025 11:32
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama