Reklama

Polska szkoła na skraju zapaści. „Oświata wykończy samorządy”

Jeszcze kilka lat temu problem dotyczył głównie największych miast. Dziś alarm biją już praktycznie wszystkie samorządy — od metropolii po niewielkie gminy. Lawinowo rośnie liczba uczniów posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, a wraz z nią wydatki, których lokalne budżety coraz częściej nie są w stanie udźwignąć.

Z danych Ministerstwa Edukacji wynika, że w roku szkolnym 2024/2025 orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego posiadało już 343 tys. uczniów. Dekadę wcześniej było ich około 150 tys. Oznacza to wzrost o ponad 130 proc. w ciągu dziesięciu lat. Samorządowcy nie mają wątpliwości: obecny system finansowania edukacji zaczyna się po prostu rozpadać.

Lawinowy wzrost liczby orzeczeń wykańcza gminne budżety

Choć liczba dzieci w szkołach spada z powodu niżu demograficznego, wydatki na edukację rosną szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Powód? Coraz więcej uczniów wymaga dodatkowego wsparcia, specjalistycznej opieki i indywidualnej organizacji nauki.

Reklama

— Kiedyś mówiło się, że przy niżu demograficznym umrze oświata. Dziś bardziej obawiam się, że to samorząd umrze przez oświatę — przyznaje Ewa Tomczak, skarbnik Bytomia.

W samym Bytomiu liczba wydanych orzeczeń wzrosła w ciągu roku o jedną trzecią. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie samych zajęć edukacyjnych. Samorządy muszą finansować również transport dzieci z niepełnosprawnościami, dostosowanie szkół, wyposażenie specjalistycznych stanowisk pracy, a także rozbudowę administracji i zaplecza organizacyjnego.

Reklama

Jak podkreślają lokalne władze, środki przekazywane przez państwo nie pokrywają realnych kosztów systemu. Potrzeby oświatowe wyliczane są głównie „na ucznia”, tymczasem samorządy muszą finansować cały mechanizm wsparcia — od specjalistów po infrastrukturę.

Efekt? Coraz większa luka finansowa. W 2025 roku niedobór środków w oświacie w skali kraju miał wynieść około 50 mld zł.

Edukacja włączająca pod presją. „System zaczyna się zatykać”

Największe emocje budzi dziś model edukacji włączającej, czyli kierowanie coraz większej liczby uczniów ze specjalnymi potrzebami do szkół ogólnodostępnych. Według danych MEN już ponad 73 proc. dzieci posiadających orzeczenia uczy się właśnie w takich placówkach.

Reklama

W teorii to rozwiązanie, które ma wspierać integrację i wyrównywać szanse. W praktyce — jak mówią samorządowcy — szkoły często nie nadążają za skalą zmian.

— Edukacja włączająca nas wykończy — mówi wprost Grzegorz Cichy, burmistrz Proszowic i prezes Unii Miasteczek Polskich. — Za każdą kolejną grupą uczniów z orzeczeniami idzie konieczność zatrudniania dodatkowych nauczycieli, psychologów czy pedagogów specjalnych. To ogromne koszty, ale też gigantyczne wyzwanie organizacyjne.

Samorządy zwracają uwagę, że do szkół ogólnodostępnych trafiają często dzieci wymagające praktycznie stałej opieki jednego nauczyciela lub asystenta. Problemem staje się także dostępność specjalistów. Pedagodzy specjalni, psychologowie czy terapeuci coraz częściej wybierają sektor prywatny, gdzie wynagrodzenia są znacznie wyższe.

Reklama

Dodatkowym utrudnieniem jest moment wydawania orzeczeń. Wiele z nich pojawia się dopiero w czasie wakacji, kiedy samorządy mają już zamknięte arkusze organizacyjne szkół. To oznacza konieczność błyskawicznego szukania kadry, reorganizacji klas i zwiększania wydatków praktycznie z dnia na dzień.

— Problem jest absolutnie realny i ma wiele wymiarów — ocenia Marek Wójcik ze strony samorządowej KWRiST. — To już nie tylko kwestia pieniędzy, ale także możliwości organizacyjnych szkół i samorządów.

Coraz więcej diagnoz, coraz większe koszty

Najbardziej dynamicznie rośnie liczba uczniów z diagnozą autyzmu i zespołu Aspergera. Jeszcze dziesięć lat temu takich dzieci było około 10 tys. Dziś jest ich już ponad 100 tys. — dziesięć razy więcej niż dekadę temu.

Reklama

Równolegle rośnie skala pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Tylko w roku szkolnym 2023/2024 wsparcia udzielono łącznie około 5 mln razy — zarówno w szkołach i przedszkolach, jak i w poradniach psychologiczno-pedagogicznych.

Ministerstwo Edukacji przekonuje, że system jest stopniowo dostosowywany do nowych realiów. Liczba etatów nauczycieli specjalistów wzrosła z niespełna 22 tys. w roku szkolnym 2021/2022 do ponad 57 tys. w roku 2025/2026. Resort podkreśla również, że wprowadzono mechanizmy zwiększające finansowanie uczniów wymagających największego wsparcia, szczególnie dzieci z autyzmem i niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Reklama

Samorządowcy odpowiadają jednak, że to wciąż za mało.

— Ministerstwo powinno odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego uczniów jest coraz mniej, a pieniędzy potrzeba coraz więcej — mówi Ryszard Grobelny ze Związku Miast Polskich. — To oznacza, że system działa źle. Tymczasem odpowiedzialność finansową coraz mocniej przerzuca się na samorządy.

Lokalne władze nie ukrywają, że bez zmian legislacyjnych problem będzie się pogłębiał. Szczególnie że przy malejącej liczbie uczniów ogólna pula środków trafiających do samorządów może z czasem maleć, podczas gdy koszty edukacji specjalnej nadal będą rosnąć.

Reklama

A to — jak mówią samorządowcy — może być moment, w którym system po prostu przestanie się spinać finansowo.

Źródło: PAP Portal Samorządowy
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości