W styczniu 1976 roku promotor koncertowy Bill Sargent złożył muzykom The Beatles propozycję, która w świecie show-biznesu brzmiała jak science fiction. Za jeden jedyny koncert oferował 30 milionów dolarów. Miesiąc później podbił stawkę do 50 milionów. Fantastyczna Czwórka z Liverpoolu – jeden z najsłynniejszych zespołów w historii muzyki – odrzuciła ofertę bez żalu.
Minęło wówczas sześć lat od chwili, gdy Paul McCartney ogłosił swoje odejście z zespołu, przypieczętowując jego rozpad. Choć The Beatles formalnie nie istnieli, fani na całym świecie nie tracili nadziei na spektakularny powrót.
Decyzję o zakończeniu działalności koncertowej muzycy podjęli jednak dużo wcześniej – już podczas amerykańskiej trasy w 1966 roku. Występy przestały mieć sens: muzyki nie było słychać, zagłuszały ją histeryczne krzyki publiczności. Zmęczeni beatlemanią John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr postanowili skupić się na pracy w studiu. Po raz ostatni zagrali publicznie w styczniu 1969 roku – na dachu siedziby Apple Corps przy Savile Row w Londynie. Improwizowany koncert przerwała policja po niespełna 40 minutach. Ostatnie wspólne spotkanie w studiu miało miejsce 20 sierpnia 1969 roku, podczas finalnych prac nad albumem „Abbey Road”.
Rozpad zespołu i pęknięcia w dawnych relacjach szczegółowo pokazuje serial dokumentalny „Get Back” Petera Jacksona z 2021 roku, zmontowany z archiwalnych materiałów z sesji nagraniowych „Let It Be”. W jednej z najbardziej znamiennych scen George Harrison mimochodem oznajmia, że odchodzi z zespołu. Pozostali reagują niemal bez emocji, rozważając nawet potencjalnych następców (pada nazwisko Erica Claptona). Harrison – nazywany „Cichym Beatlesem” – czuł się przytłoczony dominacją Lennona i McCartneya, niedoceniany jako autor piosenek i zwyczajnie zmęczony byciem Beatlesem. Ostatecznie jednak wrócił.
Nie był to jedyny kryzys. W 1968 roku, w trakcie prac nad tzw. „Białym Albumem”, z zespołu odszedł Ringo Starr. Czuł się zbędny i niepewny swojej roli. Po kilku tygodniach dał się jednak namówić na powrót.
W ciągu kilku lat Beatlesi przeszli drogę, jakiej nie doświadczył żaden inny zespół. Od klubów portowych w Hamburgu i piwnic The Cavern w Liverpoolu po stadiony pokroju Shea Stadium w Nowym Jorku i występy przed brytyjską królową. Nagrali 12 albumów, wywoływali masową histerię, ale też kontrowersje i nienawiść. Wspólnie przeżyli śmierć menedżera Briana Epsteina, podróże do Indii, eksperymenty z LSD. Po siedmiu latach dawna przyjaźń jednak się rozpadła – wśród sporów, procesów sądowych i wzajemnych pretensji. Nic nie wskazywało na powrót, nawet jednorazowy.
A jednak propozycje powracały. Poza Sargentem do reaktywacji namawiał ich Sid Bernstein, legendarny promotor amerykańskich tras zespołu. W 1979 roku chciał zorganizować trzy koncerty charytatywne, które – według jego szacunków – mogły przynieść nawet 500 milionów dolarów dochodu. Bezskutecznie. McCartney przyznawał później, że oferta była rozważana, ale nigdy nie doszło do porozumienia.
W 1977 roku Alan Amron powołał Międzynarodowy Komitet na rzecz Reaktywacji The Beatles, apelując do fanów o symboliczne datki. Do akcji próbował włączyć nawet Muhammada Alego. Również bez efektu.
Sami muzycy podejmowali nieśmiałe próby ponownego spotkania. W 1971 roku Harrison zaprosił dawnych kolegów na Koncert dla Bangladeszu – odpowiedział tylko Ringo Starr. Dwa lata później inicjatywę przejął McCartney, ale tym razem to Harrison nie był zainteresowany. „Jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie, to dlatego, że ktoś zbankrutował” – skwitował gorzko. McCartney po latach podsumował to krótko: „Gdy trzech było za, czwarty był przeciw”.
Tęsknota fanów była tak silna, że gotowi byli uwierzyć w każdą plotkę. W 1976 roku kanadyjski zespół Klaatu został niemal okrzyknięty „Beatlesami pod przykrywką”. Ich debiutancki album „3:47 EST” – wydany przez Capitol Records – nie zawierał nazwisk muzyków ani zdjęć, a brzmieniowe podobieństwa podsycały spekulacje. Sensacyjna teoria szybko się jednak rozsypała, gdy ujawniono personalia członków zespołu.
Podobnie było z rzekomo „zaginionymi” nagraniami Beatlesów. W 1971 roku dziennikarz Martin Lewis dla żartu umieścił w fikcyjnej dyskografii cztery nieistniejące piosenki. Żart wymknął się spod kontroli – przez lata fani i badacze próbowali odnaleźć nagrania, które nigdy nie powstały. Niektórzy twierdzili nawet, że je słyszeli.
Do niemal-symbolicznego spotkania mogło dojść w kwietniu 1976 roku w programie „Saturday Night Live”. Lennon i McCartney oglądali odcinek razem w nowojorskim apartamentowcu Dakota. Prowadzący żartem zaoferował Beatlesom 3 tysiące dolarów za wspólny występ. Obaj niemal wsiedli do taksówki, by pojechać do studia. Ostatecznie zrezygnowali – byli zmęczeni. „To był fajny pomysł” – wspominał McCartney.
8 grudnia 1980 roku John Lennon zginął zastrzelony przed Dakotą. To definitywnie zamknęło rozdział możliwego powrotu. Harrison poświęcił mu utwór „All Those Years Ago”, nagrany z udziałem McCartneya i Starra. W połowie lat 90. trzej żyjący Beatlesi stworzyli jeszcze dwa nowe utwory – „Free As a Bird” i „Real Love” – na bazie archiwalnych domowych nagrań Lennona, w ramach projektu „Anthology”.
W listopadzie 2023 roku ukazała się „Now and Then” – ballada nagrana przez Lennona w latach 70., dokończona po dekadach dzięki nowym technologiom. Promowana jako „ostatnia piosenka The Beatles”, stała się symbolicznym epilogiem historii zespołu, który nigdy nie wrócił na scenę – nawet za miliony dolarów.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze