Na pierwszy rzut oka wyglądały zupełnie niepozornie. Metalowe puszki z miąższem mandarynek, wysłane z Tajlandii do Polski, miały trafić do zwykłego obrotu handlowego. Jednak rutynowa kontrola przeprowadzona na Lotnisku Chopina w Warszawie szybko pokazała, że przesyłka skrywa coś znacznie bardziej wartościowego niż egzotyczne owoce.
Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej wytypowali do sprawdzenia trzy puszki spośród całej partii liczącej 180 sztuk. Już po ich otwarciu stało się jasne, że nie chodzi wyłącznie o produkty spożywcze. Oprócz mandarynkowej pulpy w środku znajdowały się szczelnie ukryte woreczki z suszem roślinnym.
Przeprowadzone badania nie pozostawiły wątpliwości — była to marihuana.
To jednak był dopiero początek. Szczegółowa kontrola całego transportu wykazała, że narkotyki znajdowały się w każdej z puszek.
Łącznie funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 47 kilogramów marihuany. Według szacunków czarnorynkowa wartość przejętego towaru przekracza 2,3 miliona złotych.
Jak podkreśla Mazowiecka Krajowa Administracja Skarbowa, przemyt został wykryty dzięki rutynowym działaniom prowadzonym na warszawskim lotnisku. Choć do kontroli wybrano jedynie kilka opakowań, wystarczyło to, by ujawnić dobrze zamaskowaną próbę przemytu.
Służby nie informują na razie, kto był odbiorcą przesyłki ani dokąd dokładnie miała trafić po opuszczeniu lotniska.
Sprawą zajmuje się obecnie Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami za przemyt znacznych ilości środków odurzających grozi kara od 3 do nawet 20 lat pozbawienia wolności.
To kolejny przypadek pokazujący, jak przemytnicy próbują ukrywać narkotyki w pozornie zwyczajnych produktach spożywczych. Tym razem egzotyczne mandarynki okazały się jedynie przykrywką dla transportu wartego miliony złotych.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze