Na kilku stacjach warszawskiej drugiej linii metra pojawił się problem, który bardziej kojarzy się z podtopieniami niż z nowoczesną infrastrukturą transportową. Woda przesiąka przez stropy, ściany i posadzki, tworząc kałuże na peronach i w przejściach. W niektórych miejscach ustawiono wiadra, rozłożono kartony i worki pochłaniające wilgoć. Obraz przypomina skutki intensywnej ulewy – tyle że mowa o obiektach oddanych do użytku zaledwie kilka lub kilkanaście lat temu.
Zjawisko dotyczy stacji Kondratowicza i Trocka na Targówku oraz Stadion Narodowy. Wszystkie znajdują się na linii M2.
Na peronach widać ślady przesiąkającej wody – miejscami ma ona rdzawy odcień, co sugeruje kontakt z elementami konstrukcyjnymi. W jednej z lokalizacji zdemontowano fragmenty okładzin posadzki i zabezpieczono je tymczasowymi materiałami ochronnymi. W innej rozkuto fragment ściany, odsłaniając zbrojenie noszące ślady korozji.
Pracownicy metra na bieżąco reagują na pojawiające się przecieki. Tam, gdzie woda kapie ze stropu, ustawiane są pojemniki. W miejscach, gdzie wilgoć wychodzi spod posadzki, rozkładane są warstwy tektury i worków, by ograniczyć śliskość nawierzchni i zwiększyć bezpieczeństwo pasażerów.
Przedstawiciele Metra Warszawskiego wyjaśniają, że w obiektach podziemnych zlokalizowanych na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych okresowe przecieki nie są zjawiskiem nadzwyczajnym. Szczególnie narażone są dylatacje – miejsca łączenia poszczególnych elementów konstrukcyjnych, przez które przy dużym naporze wody może dochodzić do przesiąkania.
Jak tłumaczy rzeczniczka spółki, długotrwałe mrozy i intensywne opady śniegu tej zimy stworzyły wyjątkowo trudne warunki. Zamarzanie i rozmarzanie gruntu, a także zwiększone nawodnienie podłoża, mogły spotęgować problem. Wcześniejsze sezony zimowe nie przynosiły aż tak ekstremalnych warunków.
Sytuacja budzi zdziwienie także dlatego, że chodzi o stosunkowo nowe obiekty. Stacja Stadion Narodowy funkcjonuje od 2015 roku, Trocka została otwarta w 2019, a Kondratowicza – w 2022 roku. W kontekście tak krótkiego okresu eksploatacji pojawiają się pytania o trwałość zastosowanych rozwiązań i skuteczność zabezpieczeń przeciwwodnych.
Metro zapewnia jednak, że przecieki nie zagrażają bezpieczeństwu podróżnych ani nie wpływają na kursowanie pociągów. Uciążliwości są głównie natury organizacyjnej – w części zalewanych przestrzeni wyłączono z użytkowania niektóre urządzenia, w tym biletomaty, a pasażerowie muszą omijać zabezpieczone fragmenty peronów.
Usuwaniem usterek ma zająć się wykonawca drugiej linii – turecka firma odpowiedzialna za budowę odcinków M2 – w ramach obowiązującej rękojmi. Kluczową metodą uszczelniania konstrukcji jest iniekcja ciśnieniowa, polegająca na wtłaczaniu specjalnych preparatów w miejsca nieszczelności. Problem w tym, że technologia ta wymaga dodatnich temperatur.
Dopóki utrzymują się mrozy, prace naprawcze są ograniczone do działań doraźnych. Trwałe usunięcie przecieków będzie możliwe dopiero wraz z nadejściem cieplejszej pogody. Oznacza to, że pasażerowie jeszcze przez jakiś czas mogą spotykać na nowych stacjach widok, który bardziej przypomina walkę z wilgocią w piwnicy niż codzienną podróż nowoczesnym metrem.
Źródło: warszawa.naszemiasto.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze