Operacja przejęcia Nicolasa Maduro przez siły specjalne USA została przeprowadzona niemal bez oporu ze strony wenezuelskich sił zbrojnych. Fakt ten budzi poważne pytania, ponieważ Wenezuela – przynajmniej na papierze – dysponowała jednym z najsilniejszych systemów obrony przeciwlotniczej w Ameryce Łacińskiej.
Państwo to, bogate w ropę naftową i inne surowce strategiczne, przez lata inwestowało ogromne środki w wojsko. Zarówno za rządów Hugo Cháveza, jak i Nicolasa Maduro, Caracas rozwijało współpracę militarną z Rosją i Chinami. W jej ramach zakupiono nowoczesne myśliwce Su-30, a także rozbudowany parasol obrony przeciwlotniczej oparty na rosyjskich systemach Buk-M2 i S-300W oraz chińskich radarach dalekiego zasięgu JY-27.
Mimo to 3 stycznia cała ta infrastruktura okazała się praktycznie bezużyteczna. Nagrania opublikowane w mediach społecznościowych pokazują amerykańskie śmigłowce transportujące operatorów jednostki Delta, które bez przeszkód wleciały w głąb kraju i przeprowadziły operację zatrzymania Maduro. Co prawda na jednym z filmów widać odpalenie pocisku przeciwlotniczego – prawdopodobnie z systemu Buk – ale nie przyniosło ono żadnego rezultatu. Wkrótce potem pojawiły się zdjęcia zniszczonych wyrzutni Buk-M2 i S-300W oraz doniesienia o wyeliminowaniu chińskich radarów JY-27.
Jak podkreśla dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego, operacja ta była efektem perfekcyjnego przygotowania:
– Została poprzedzona bardzo dokładnym rozpoznaniem, identyfikacją kluczowych celów i użyciem środków walki radioelektronicznej. Wenezuelskie siły zbrojne zmierzyły się z najbardziej zaawansowanym na świecie aparatem operacji specjalnych, jakim dysponuje amerykańskie JSOC.
Kluczową rolę odegrało tu fizyczne zniszczenie i obezwładnienie elementów wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej – radarów, centrów dowodzenia i wyrzutni. Od miesięcy amerykańskie samoloty rozpoznawcze wykonywały loty w pobliżu granic Wenezueli, mapując strukturę jej systemu obronnego. Gdy nadszedł moment ataku, jego newralgiczne elementy zostały jednocześnie zagłuszone i zniszczone, m.in. za pomocą pocisków przeciwradiolokacyjnych AGM-88 HARM.
Równolegle do akcji wkroczyły myśliwce piątej generacji F-22 i F-35, wykorzystujące technologię stealth. Ich niska wykrywalność dodatkowo sparaliżowała wenezuelską obronę. Podobny mechanizm zadziałał kilka miesięcy wcześniej podczas amerykańsko-izraelskich uderzeń na Iran, gdzie nawet najnowsze rosyjskie systemy S-400 okazały się bezradne wobec F-35. Doświadczenia z tamtej operacji wyraźnie zwiększyły skuteczność uderzenia na Wenezuelę.
Drugim filarem sukcesu USA była wojna radioelektroniczna. Amerykańskie samoloty WRE – zarówno pokładowe EA-18G Growler, jak i cięższe maszyny EC-130H oraz EA-37B – zagłuszyły radary, systemy naprowadzania i łączność wenezuelskich baterii. W praktyce oznaczało to oślepienie całej obrony przeciwlotniczej.
Ten zestaw działań – niszczenie radarów, wyrzutni i centrów dowodzenia przy jednoczesnym zagłuszaniu – tworzy klasyczną operację SEAD, czyli obezwładniania obrony powietrznej przeciwnika. Relacje ochroniarzy Maduro potwierdzają jej skuteczność:
– Wszystkie radary nagle zamilkły, a chwilę później nad nami pojawiły się drony i śmigłowce – relacjonował jeden z nich w rozmowie z Fox News.
Amerykanie dodatkowo wykorzystali sieciocentryczny sposób prowadzenia wojny: dane z dronów, satelitów, samolotów i oddziałów naziemnych były wymieniane w czasie rzeczywistym, co pozwalało błyskawicznie wykrywać i niszczyć cele.
Wciąż jednak pozostaje pytanie, dlaczego nie zareagowały inne elementy wenezuelskiej obrony – lotnictwo, artyleria przeciwlotnicza i tysiące przenośnych wyrzutni rakiet, których, według deklaracji samego Maduro, armia posiadała około 5 tysięcy. Ich niemal całkowita bierność może wskazywać nie tylko na chaos, ale także na brak rozkazów.
– Niewykluczone, że USA pozyskały do współpracy część wenezuelskich oficerów – zauważa Piekarski. Oznaczałoby to skuteczne działania wywiadowcze wymierzone w elity polityczne i wojskowe reżimu.
W szerszej perspektywie operacja w Wenezueli – podobnie jak wcześniejsze uderzenia na Iran – jest elementem przygotowań USA do możliwej konfrontacji z Chinami. Pekin opiera swoje systemy obrony powietrznej na rosyjskich technologiach, rozwijanych i modernizowanych lokalnie. Starcie z nimi w warunkach bojowych, w Wenezueli i na Bliskim Wschodzie, daje Amerykanom bezcenną wiedzę.
Po wielkich chińskich manewrach wokół Tajwanu pod koniec 2025 roku demonstracja siły w Wenezueli jest więc nie tylko regionalnym epizodem, lecz także czytelnym sygnałem strategicznym wysłanym w stronę Pekinu.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze