Andrzej Bargiel zapisał się w historii himalaizmu. Jako pierwszy człowiek na świecie wszedł na Mount Everest (8849 m n.p.m.) i zjechał ze szczytu na nartach do bazy (5364 m) – bez użycia tlenu z butli.
– To było marzenie, które dojrzewało we mnie latami – przyznał 37-letni skialpinista po zakończonym sukcesem zjeździe.
Polak rozpoczął atak z obozu czwartego (ok. 7900 m). Z powodu świeżego śniegu wspinaczka trwała aż 16 godzin. Bargiel poruszał się w tzw. „strefie śmierci” powyżej 8000 m n.p.m., gdzie organizm bez dodatkowego tlenu walczy o każdy krok. Na szczycie spędził kilka minut, po czym przypiął narty i rozpoczął zjazd.
Noc zastała go na wysokości obozu drugiego (ok. 6400 m), gdzie przerwał zjazd, by bezpiecznie kontynuować następnego dnia. Pokonał m.in. lodowiec Khumbu bez lin i poręczówek, kończąc wyczyn w bazie na 5364 m.
– To jeden z najważniejszych kroków w mojej karierze. Wiedziałem, że poprowadzenie linii zjazdu przez lodowiec Khumbu to największe wyzwanie, z jakim mogę się zmierzyć – podkreślił Bargiel.
Dr Patrycja Jonetzko oceniła, że przy tak niskim stężeniu tlenu wyczyn Polaka przekracza ludzkie możliwości. Z kolei himalaista Dariusz Załuski zaznaczył, że Bargiel potwierdził niezwykłe umiejętności – nie tylko sportowe, ale też wytrzymałościowe i mentalne.
Zjazd z Everestu to kolejny etap autorskiego projektu Bargiela „Hic Sunt Leones”. Wcześniej dokonał podobnych wyczynów m.in. na Sziszapangmie, Manaslu, Broad Peaku, K2, Gaszerbrumach I i II oraz dziewiczym Yawash II i słynnym Laila Peak.
Dotychczas tylko raz w historii udało się zjechać na nartach z Everestu – dokonał tego w 2000 r. Słoweniec Davo Karnicar, ale korzystał z tlenu. Bargiel przeszedł do historii jako pierwszy, który zrobił to bez wspomagania.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze