Reklama

Działka, terapia czy rower za 12 tysięcy? Tak starzeją się milenialsi

Przez lata byli „młodym pokoleniem”. To oni mieli zmieniać rynek pracy, nie chcieć kredytów, jeść awokado i nie rozstawać się z telefonem. Problem w tym, że czas nie zatrzymał się razem z ich młodością. Milenialsi są już w wieku średnim. I wygląda na to, że przeżywają go zupełnie inaczej niż ich rodzice.

W internecie krąży żartobliwa lista zatytułowana: „Jesteś milenialsem? Wybierz swój kryzys wieku średniego”. Do wyboru jest między innymi kupno działki nad jeziorem, roweru za 12 tysięcy złotych, przejście na dietę bez glutenu, odstawienie alkoholu, terapia, półmaratony, liczenie białka, pieczenie chleba na zakwasie, wędkarstwo, przeprowadzka pod las, planszówki, botoks i marzenia o kamperze.

Brzmi jak żart. Problem w tym, że wystarczy rozejrzeć się po znajomych, żeby odkryć, że niemal każdy już coś wybrał.

Reklama

Ferrari? Nie, dziękuję. Poproszę działkę pod lasem

Kryzys wieku średniego przez lata miał dość charakterystyczny wizerunek. Czterdziestolatek kupował sportowy samochód, zmieniał fryzurę, nagle zaczynał chodzić na siłownię albo podejmował inne desperackie próby udowodnienia światu – i przede wszystkim sobie – że młodość jeszcze się nie skończyła.

Milenialsi robią to inaczej.

Zamiast czerwonego kabrioletu jest rower kosztujący tyle, co używany samochód. Zamiast nocnych imprez – aplikacja pokazująca wyniki biegania. Zamiast szalonego weekendu – sobotni poranek na targu po ekologiczne warzywa. A pewnego dnia człowiek, który jeszcze niedawno uważał koszenie trawy za najbardziej absurdalny sposób spędzania wolnego czasu, zaczyna przeglądać ogłoszenia z działkami. Najlepiej nad jeziorem. Albo pod lasem.

Reklama

Albo chociaż z kawałkiem ziemi, na którym można postawić mały domek, rozpalić ognisko i przez dwie godziny opowiadać znajomym, że „człowiek jednak potrzebuje kontaktu z naturą”.

Kolejny etap? Kamper. Oczywiście jeszcze nie teraz. Na razie tylko oglądanie filmów o kamperach. Ale myśl już została zasiana.

Najpierw imprezy do rana, teraz chleb na zakwasie

Jeszcze ciekawsza jest przemiana codziennych zainteresowań.

Milenialsi to pokolenie wychowane na chipsach, oranżadzie, zapiekankach, kebabach o trzeciej nad ranem i produktach, których składu prawdopodobnie lepiej nigdy nie analizować. Dzisiaj część z nich sprawdza ilość białka w jogurcie.

Reklama

Ktoś odstawia gluten. Ktoś alkohol. Ktoś cukier. Ktoś zaczyna piec własny chleb na zakwasie i po miesiącu mówi o swoim zakwasie tak, jakby był kolejnym członkiem rodziny.

Inni zaczynają biegać. Nie po autobus. Nie dlatego, że ktoś ich goni. Po prostu biegać. Najpierw pięć kilometrów. Później dziesięć. Następnie pojawia się zegarek sportowy, specjalne buty, dieta, regeneracja i zdanie, którego dwudziestoletnia wersja tej samej osoby nigdy by nie wypowiedziała: „W niedzielę nie mogę. Mam półmaraton”.

Reklama

Do tego dochodzi terapia, większa troska o zdrowie psychiczne i coraz częstsza potrzeba uporządkowania życia. I właśnie tutaj kończy się żart, a zaczyna coś naprawdę ciekawego.

Bo być może milenialsi nie tyle przeżywają kryzys wieku średniego, ile próbują urządzić sobie drugą połowę życia trochę bardziej świadomie niż pierwszą.

Największy luksus? Święty spokój

Jest jeszcze jedna pozycja z internetowej listy, która prawdopodobnie mówi o tym pokoleniu więcej niż wszystkie pozostałe: „Kiedyś to były czasy”.

No właśnie. Milenialsi stali się pokoleniem, które zaczyna wspominać.

Reklama

Pamiętają świat bez smartfonów, ale nie wyobrażają sobie bez nich życia. Pamiętają Gadu-Gadu, kasety VHS, nagrywanie piosenek z radia, pierwsze Nokie, Neostradę i internet, który przestawał działać, kiedy ktoś podniósł słuchawkę telefonu.

A teraz patrzą, jak rzeczy z ich dzieciństwa wracają jako „retro”.

Najstarsi przedstawiciele tego pokolenia mają już ponad 40 lat. Mają dzieci, kredyty, odpowiedzialne stanowiska i pierwsze poważniejsze pytania o to, jak właściwie chcą przeżyć kolejne dekady.

Tyle że ich wiek średni wygląda zupełnie inaczej niż ten, który pamiętają z domu.

Reklama

Nie oznacza już automatycznie kapci, telewizora i rezygnacji z wszystkiego, co kojarzy się z młodością. Można mieć czterdzieści lat, grać w planszówki, jeździć na festiwale, kupować LEGO, chodzić na terapię, trenować do półmaratonu i jednocześnie naprawdę ekscytować się tym, że udało się znaleźć świetną działkę pod lasem.

Można też któregoś dnia odkryć wędkarstwo. I wtedy sprawa zaczyna robić się naprawdę poważna.

Bo współczesny kryzys wieku średniego być może wcale nie polega już na desperackiej próbie odzyskania młodości. Milenialsi zdają się szukać przede wszystkim czegoś, czego przez ostatnie dwadzieścia lat mieli zdecydowanie za mało: spokoju.

Reklama

Dlatego uciekają do lasu. Biegają. Pieką chleb. Chodzą na terapię. Marzą o kamperze. Ograniczają alkohol. Kupują absurdalnie drogie rowery i zaczynają zastanawiać się, czy może jednak życie w mieście nie jest trochę przereklamowane.

A potem patrzą na młodsze pokolenie i myślą: „Kiedyś to były czasy”.

I właśnie w tym momencie nie ma już żadnych wątpliwości.

Witajcie w wieku średnim.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości