Warszawa żegnała w środę Krzysztofa Piesiewicza — wybitnego prawnika, scenarzystę i senatora, człowieka, który przez dekady łączył świat prawa, kultury i publicznej odpowiedzialności. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Kościele Sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu, miejscu symbolicznym także dla historii polskiego kina. To właśnie tam trzy dekady temu żegnano Krzysztofa Kieślowskiego — artystycznego partnera Piesiewicza i współtwórcę jednych z najważniejszych dzieł europejskiego filmu.
Wśród zgromadzonych byli przedstawiciele świata polityki, kultury i wymiaru sprawiedliwości. Dominowało jednak poczucie, że odchodzi nie tylko wybitny twórca i prawnik, ale przede wszystkim człowiek wyjątkowo wrażliwy na drugiego człowieka.
Mszy pogrzebowej przewodniczył ks. Andrzej Luter, który w poruszającym kazaniu przypomniał niezwykłą symbolikę chwili. Zwrócił uwagę, że dokładnie 30 lat wcześniej w tym samym kościele odbywały się uroczystości pogrzebowe Krzysztofa Kieślowskiego.
— Historia wraca do tego miejsca, aby pożegnać Krzysztofa Piesiewicza — mówił duchowny.
Wspominał jego życie jako drogę pełną sukcesów i uznania, ale także bólu, osobistych dramatów i duchowych zmagań. Podkreślał, że mimo doświadczeń, które go nie oszczędzały, Piesiewicz do końca pozostał człowiekiem głęboko poszukującym sensu i prawdy.
Ks. Luter przypomniał również znaczenie „Dekalogu” — dzieła stworzonego wspólnie z Kieślowskim — które do dziś uznawane jest za jedno z najwybitniejszych osiągnięć światowego kina. Jak zaznaczył, film znajduje się wśród najważniejszych produkcji w historii obok dzieł Felliniego, Bergmana czy Tarkowskiego.
Na zakończenie kazania padły słowa krótkie, ale niezwykle wymowne:
— Myślę: Krzysztof Piesiewicz. Chcę powiedzieć: „Człowiek zmartwychwstał”.
Jednym z najbardziej osobistych wystąpień była przemowa marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Podkreśliła, że działalność Piesiewicza w polityce często pozostawała w cieniu jego dorobku filmowego, choć dla wielu senatorów był autorytetem o wyjątkowym znaczeniu.
Przypomniała, że przez pięć kadencji pracy w Senacie konsekwentnie zabierał głos w sprawach praworządności, praw człowieka, wolności słowa i niezależności mediów. Nie interesowała go polityczna doraźność — wierzył raczej w rozmowę ponad podziałami i odpowiedzialność za wartości, które powinny być fundamentem państwa.
Szczególne miejsce w jego działalności zajmował sprzeciw wobec kary śmierci. Jak wspominała Kidawa-Błońska, Piesiewicz uważał ją za przejaw okrucieństwa, którego nie można usprawiedliwić żadnym systemem prawnym.
— Człowiek zawsze był dla niego najważniejszy — powiedziała marszałek Senatu. — Okrucieństwo nie może zdarzać się w życiu ludzi. To było jego przesłanie jako prawnika, polityka i artysty.
Krzysztof Piesiewicz urodził się w 1945 roku w Warszawie. Z wykształcenia był prawnikiem, ale świat zapamięta go przede wszystkim jako współtwórcę scenariuszy filmowych Krzysztofa Kieślowskiego. Razem stworzyli dzieła, które na trwałe wpisały się do historii światowego kina — od „Bez końca”, przez „Dekalog”, po trylogię „Trzy kolory”.
To właśnie scenariusz do filmu „Trzy kolory: Czerwony” przyniósł mu nominację do Oscara i międzynarodowe uznanie. Jego twórczość wyróżniała się niezwykłą umiejętnością opowiadania o moralnych wyborach, samotności, winie i ludzkiej wrażliwości — bez uproszczeń i łatwych odpowiedzi.
Był także aktywnie związany z instytucjami kultury i środowiskiem medialnym. Zasiadał m.in. w Radzie Etyki Mediów, współpracował z Telewizją Polską, był członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej, a w 1996 roku uczestniczył w pracach jury głównego konkursu festiwalu filmowego w Cannes.
Po zakończeniu uroczystości w kościele uczestnicy ceremonii odprowadzili urnę z prochami Krzysztofa Piesiewicza na Stare Powązki, gdzie został pochowany w grobie rodzinnym.
Zmarł 14 maja w wieku 80 lat.

































Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze