Mieszkańcy gminy Sochaczew staną przed decyzją, która może przedterminowo zakończyć kadencję obecnego wójta. 6 września odbędzie się referendum w sprawie odwołania Dariusza Krupy. To finał narastającego od dłuższego czasu konfliktu, w którym padają zarzuty o brak dialogu, problemy z planowaniem przestrzennym i niespełnione obietnice. Sam wójt odpiera krytykę, a swoich zwolenników zachęca, by w dniu głosowania zostali w domach.
Napięcie między częścią mieszkańców i radnych a włodarzem gminy nie pojawiło się z dnia na dzień. Jednym z głównych punktów zapalnych stały się prace nad planem ogólnym gminy. Później lista zastrzeżeń zaczęła się wydłużać. Pojawiły się pytania o wydawanie warunków zabudowy, sposób komunikacji z mieszkańcami oraz współpracę wójta z radą gminy.
Ostatecznie niezadowolenie przerodziło się w konkretną inicjatywę. Pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum zebrano ponad tysiąc podpisów, przekraczając wymagany prawem próg.
Inicjatorzy referendum przekonują, że jednym z największych problemów jest brak jasnych odpowiedzi w sprawach, które bezpośrednio dotyczą przyszłości mieszkańców i ich nieruchomości. Szczególnie dużo emocji budzi plan ogólny.
– Uwagi do planu ogólnego to jest około dwóch tysięcy, nadal nie ma na nie odpowiedzi i nie wiemy, czy zostaną uwzględnione. Natomiast warunki zabudowy nie są wydawane, mieszkańcy nie mogą na swoich nieruchomościach poczynić inwestycji – mówi Sebastian Figat, pełnomocnik grupy referendalnej.
Krytycy Dariusza Krupy wskazują również na niespełnione, ich zdaniem, obietnice wyborcze oraz problemy z uzyskaniem odpowiedzi na pytania kierowane do wójta podczas sesji rady.
O trudnych relacjach mówi także część samorządowców.
– Nie ma dialogu, nie ma współpracy chociażby na płaszczyźnie inwestycji, planowania prac, które faktycznie są dla mieszkańców kluczowe – wylicza radna Dominika Misiak.
Polityczna sytuacja wokół wójta skomplikowała się dodatkowo po tym, jak nie uzyskał on ani wotum zaufania, ani absolutorium.
Dariusz Krupa nie ukrywa, że decyzję o przeprowadzeniu referendum przyjął z przykrością. Jednocześnie zapewnia, że swoje obowiązki wykonuje zgodnie z prawem i chce być oceniany przede wszystkim przez pryzmat rzeczywistych działań, a nie narastającego sporu.
Wójt wybrał przy tym strategię, która może mieć kluczowe znaczenie dla wyniku całego głosowania. Zaapelował do swoich zwolenników, aby nie uczestniczyli w referendum. Niska frekwencja może bowiem sprawić, że niezależnie od wyniku głosowanie okaże się nieważne.
W gminie nie brakuje osób, które uważają, że próba odwołania wójta jest przedwczesna.
– Mamy wójta od 2,5 roku i nie wierzę w to, że w ciągu 2,5 roku można nie wiadomo co zrobić. A to, co robi rada w tym momencie, to jest po prostu coś okropnego – mówi jeden z mieszkańców.
Zwolennicy pozostawienia Dariusza Krupy na stanowisku przekonują, że powinien otrzymać możliwość dokończenia kadencji. Ich zdaniem dopiero kolejne wybory powinny stać się momentem, w którym mieszkańcy wystawią włodarzowi ostateczną ocenę.
Referendum odbędzie się 6 września, ale samo postawienie krzyżyka na karcie do głosowania nie wystarczy, by przesądzić o dalszych losach władz gminy. Kluczowa będzie frekwencja.
Aby referendum było ważne, do urn musi pójść około dwóch tysięcy uprawnionych mieszkańców. Jeśli wymagany próg zostanie osiągnięty, wynik głosowania będzie wiążący i może doprowadzić do przedterminowego odwołania Dariusza Krupy.
Jeżeli frekwencja okaże się zbyt niska, wójt pozostanie na stanowisku bez względu na to, jak zagłosują osoby, które zdecydują się wziąć udział w referendum.
Jedno jest pewne – w gminie Sochaczew najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem ostrego sporu o przyszłość lokalnych władz. 6 września okaże się, czy niezadowolenie części mieszkańców przełoży się na frekwencję wystarczającą do politycznego trzęsienia ziemi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze