Prokuratura skierowała do sądu obszerny akt oskarżenia dotyczący wieloletniego procederu oszustw popełnianych w klubach go-go. Łącznie zarzuty usłyszały 82 osoby, w tym były stołeczny policjant. Mechanizm przestępstw polegał na celowym upijaniu klientów, a następnie przejmowaniu od nich znacznych kwot pieniędzy.
Jak poinformowała prok. Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej, 76 osób zostało oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a cztery – o jej założenie i kierowanie. W gronie osób kierujących grupą znalazł się Dariusz G., w czasie popełniania czynów czynny funkcjonariusz jednego z warszawskich komisariatów.
Akt oskarżenia obejmuje łącznie 747 czynów zabronionych popełnionych w ramach działalności gangu. Są to m.in. rozboje, oszustwa, posiadanie narkotyków i substancji psychotropowych, nielegalne posiadanie amunicji, utrudnianie postępowania karnego, niezaspokojenie roszczeń wierzycieli oraz niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.
Zarzuty postawiono nie tylko osobom bezpośrednio działającym w klubach – tancerkom i kelnerkom – lecz także kierowniczkom lokali. To one nadzorowały przestępczy proceder i pełniły rolę pośredników między personelem a tzw. operatorem z centrum monitoringu. Do ich zadań należało nakłanianie pracowników do popełniania przestępstw oraz egzekwowanie „dyscypliny”, w tym karanie za zachowania zagrażające interesom grupy lub za zbyt niski zysk.
Wśród oskarżonych znaleźli się również pracownicy centrum monitoringu w Piasecznie, w tym trzej byli policjanci – Maciej T., Paweł J. i Cezary C. – a także żona jednego z funkcjonariuszy, Magdalena B. Zostali oni nieformalnie zatrudnieni przez Dariusza G.
Materiał dowodowy zgromadzony w sprawie liczy 329 tomów akt, a sam akt oskarżenia przekracza 1000 stron i szczegółowo opisuje sposób działania grupy.
Gang funkcjonował w latach 2018–2021, ukrywając swoją działalność pod pozorem legalnego prowadzenia sieci klubów go-go, m.in. „Gold House” i „Royal Gentlemen’s Club” w Warszawie oraz „Al Capone” we Wrocławiu.
Członkowie grupy celowo doprowadzali klientów do stanu silnego upojenia alkoholowego, stosując specjalne mieszanki alkoholi, a czasem także inne środki psychoaktywne. Następnie wykorzystywali ten stan do realizowania fikcyjnych transakcji za rzekome towary i usługi, których ceny nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.
W przypadku klientów posiadających znaczne środki finansowe doprowadzano ich nawet do utraty przytomności. W takim stanie dokonywano pozorowanych płatności kartami na rzecz klubów. Z rachunków ofiar pobierano kwoty od kilku do nawet ponad 200 tysięcy złotych. Na telefonach klientów instalowano aplikacje bankowe, zaciągano pożyczki i wykonywano przelewy z kont oszczędnościowych oraz lokat, a pieniądze trafiały na konta spółek obsługujących kluby.
W jednym z udokumentowanych przypadków pokrzywdzony miał „dobrowolnie” zaciągnąć pożyczkę na blisko 70 tys. zł, a następnie w ciągu godziny wydać całość tej kwoty na fikcyjne usługi.
Gdy pojawiały się problemy z realizacją płatności, personel odprowadzał klientów do bankomatów, pomagając im wypłacić gotówkę. Tancerki uczestniczyły również w rozmowach z infoliniami banków, dążąc do odblokowania kart lub zwiększenia limitów transakcyjnych. Przy wysokich kwotach sporządzano specjalne oświadczenia, mające sprawiać wrażenie świadomej i dobrowolnej zgody klientów, mimo że byli oni nietrzeźwi lub nieprzytomni.
Zdarzało się, że ofiary były przetrzymywane w klubach przez wiele godzin, a nawet do następnego popołudnia. W jednym przypadku klient opuścił lokal po godzinie 15.40 i nie potrafił określić, w jakim mieście się znajduje. Szczególnie często ofiarami byli cudzoziemcy.
Grupa stosowała także metody wobec klientów mniej pijanych. Podawano niską cenę usługi, po czym do terminala wprowadzano kwoty wielokrotnie wyższe, np. przez dopisanie zera. Informowano również, że na terminalu widnieje ta sama, niska suma, mimo że faktycznie pobierano znacznie więcej.
Gdy klient orientował się, że został oszukany, odmawiano zwrotu pieniędzy lub usuwano go z lokalu. Zdarzało się także, że pod pozorem zwrotu środków pobierano kolejną wysoką kwotę, wystawiając fikcyjne paragony fiskalne. Klientów wprowadzano w błąd także co do rzekomo odrzuconych transakcji lub waluty płatności, a nawet przekonywano ich, że pierwsza cyfra na terminalu oznacza numer urządzenia, co skutkowało zatwierdzaniem transakcji na znacznie wyższe kwoty niż deklarowane przez personel.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze