W Warszawie znów rozgorzała dyskusja wokół symboli ruchu LGBT w przestrzeni publicznej. Powodem jest plan ponownego ustawienia charakterystycznej tęczowej instalacji na placu Zbawiciela — miejsca, które już raz stało się symbolem jednego z najgłośniejszych sporów światopoglądowych w stolicy.
Tym razem jednak chodzi nie tylko o samą instalację. Według informacji pojawiających się w debacie publicznej, projekt może być częścią szerszego przedsięwzięcia obejmującego całe miasto.
Tęczowa instalacja na placu Zbawiciela funkcjonowała już wcześniej — w latach 2012–2015. Konstrukcja, zaprojektowana jako symbol otwartości i różnorodności, szybko stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów w centrum Warszawy. Jednocześnie budziła silne emocje i wielokrotnie była przedmiotem sporów politycznych oraz społecznych.
Po kilku latach nieobecności projekt powraca. W tegorocznej edycji warszawskiego budżetu obywatelskiego zwyciężyła propozycja budowy nowej instalacji, określanej w dokumentach jako „Łuk LGBT+”. Według założeń ma ona stanąć ponownie na placu Zbawiciela w czerwcu.
Koszt realizacji przedsięwzięcia oszacowano na około 700 tys. zł.
W uzasadnieniu projektu jego autorzy podkreślają, że obecność symboliki LGBT w przestrzeni publicznej ma przede wszystkim wymiar społeczny i edukacyjny.
„Osoby LGBTQIA+ często spotykają się z dyskryminacją w różnych formach — co powoduje poczucie odrzucenia przez otoczenie czy konieczność ukrywania swojej tożsamości. Pokazywanie symboliki LGBT w centralnych miejscach publicznych ma być sygnałem, że bycie osobą LGBTQIA+ nie jest powodem do wstydu, lecz czymś normalnym” — czytamy w opisie projektu opublikowanym na stronie budżetu obywatelskiego.
Decyzja o realizacji projektu już wywołała polityczne reakcje. Krytycznie odniósł się do niej m.in. były minister obrony narodowej, poseł PiS Mariusz Błaszczak. W swoich wypowiedziach zestawił on koszt instalacji z — jak twierdzi — brakiem wydatków na budowę nowych schronów dla mieszkańców stolicy w ostatnich latach.
Jeszcze ostrzejsze stanowisko przedstawił w mediach społecznościowych Paweł Usiądek z Konfederacji. Według polityka projekt budzi sprzeciw części mieszkańców, którzy mieli podpisać petycję przeciwko jego realizacji.
Usiądek przypomniał, że na instalację w budżecie obywatelskim oddano 6811 głosów. Jednocześnie — jak twierdzi — ponad 22 tysiące osób podpisało się pod protestem przeciwko jej montażowi. Podpisy miały zostać przekazane prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu.
„Sprzeciw mieszkańców został jednak odrzucony i projekt ma zostać zrealizowany” — napisał polityk.
Według informacji przekazanych przez Usiądka planowana instalacja na placu Zbawiciela może być elementem szerszej inicjatywy.
Polityk twierdzi, że w czerwcu w całej Warszawie mają pojawić się tęczowe flagi, a w każdej dzielnicy miałaby zostać wywieszona przynajmniej jedna.
„Zgodnie z założeniami projektu w każdej dzielnicy pojawi się co najmniej jedna taka flaga, w miejscach wskazanych przez lokalne urzędy” — napisał w serwisie X.
Na razie nie wiadomo jednak, czy takie plany rzeczywiście istnieją. Redakcja portalu Niezalezna.pl zwróciła się w tej sprawie do Urzędu m.st. Warszawy z prośbą o potwierdzenie informacji. Do momentu publikacji artykułu ratusz nie odpowiedział ani na zapytanie mailowe, ani na kontakt telefoniczny.
Powrót tęczy na plac Zbawiciela pokazuje, że symbol ten — choć dla jednych jest znakiem otwartości i równości — dla innych pozostaje elementem ostrego sporu ideologicznego.
Niezależnie od ocen jedno jest pewne: instalacja, która ponad dekadę temu rozpalała emocje warszawiaków, znów może stać się jednym z najbardziej dyskutowanych punktów na mapie stolicy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze