Minął ponad miesiąc od zaginięcia ks. Marka Wodawskiego, 44-letniego kapłana z parafii Matki Bożej Królowej Polski w warszawskim Aninie. Duchowny wyszedł z mieszkania przy ul. Białowieskiej 7 listopada wieczorem i od tej pory nie skontaktował się z rodziną. Jak poinformował dziennik „Fakt”, pod koniec listopada policja odnalazła jego samochód – szarą Skodę Fabię.
Z ustaleń rodziny wynika, że 7 listopada około godz. 19:30 ks. Wodawski opuścił mieszkanie, w którym przebywał. Najprawdopodobniej wsiadł do samochodu i odjechał, jednak nie wrócił ani nie skontaktował się z bliskimi. Zaginiony duchowny od dwóch lat pełnił posługę w parafii w Aninie, a jednocześnie pracował naukowo w Instytucie Nauk Socjologicznych KUL.
Siostra księdza, pani Aneta, opublikowała w mediach społecznościowych apel o pomoc, podkreślając, że jego zniknięcie jest całkowicie sprzeczne z jego charakterem i dotychczasowym zachowaniem.
— Nigdy nie zrobiłby rzeczy nieroztropnej, nigdy nie chciałby, żeby ktokolwiek się zamartwiał — mówiła w nagraniu.
Pod koniec listopada rodzina poinformowała, że policja odnalazła samochód zaginionego duchownego. Informację tę w rozmowie z „Faktem” potwierdziła podinsp. Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji VII.
— Odnaleźliśmy samochód należący do zaginionego księdza. Stał zaparkowany przy terenie budowy na Pradze-Południe. Auto było zamknięte i opuszczone. W środku nie ujawniono żadnych śladów wskazujących na zdarzenie o charakterze przestępczym. Pojazd po oględzinach został przekazany rodzinie — przekazała rzeczniczka.
Policja podkreśla, że odnalezienie auta nie przybliżyło śledczych do wyjaśnienia miejsca pobytu duchownego.
Bliscy ks. Marka wciąż apelują o modlitwę i wsparcie. W mediach społecznościowych jego siostra napisała:
— Wierzymy, że ks. Marek wróci cały i zdrowy. Trwają intensywne poszukiwania. Proszę o dobre myśli i modlitwę za mojego brata, przyjaciela, szlachetnego i dobrego człowieka.
Służby nadal sprawdzają monitoring, analizują ślady i weryfikują zgłoszenia mieszkańców. Do tej pory nie natrafiono jednak na żaden ślad, który mógłby wskazywać, co stało się z duchownym po opuszczeniu mieszkania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze