Czwartkowe popołudnie. Samolot z Teneryfy wylądował bez problemów i powoli kołował w kierunku stanowiska postojowego. Wtedy wydarzyło się coś, co nawet doświadczonym funkcjonariuszom służb lotniskowych trudno było sobie wcześniej wyobrazić.
W trakcie kołowania maszyny nagle otworzyły się jedne z drzwi samolotu. W ułamku sekundy automatycznie wysunął się trap ewakuacyjny, a po nim na płytę lotniska zjechał pasażer, który natychmiast rzucił się do ucieczki.
Jak poinformowała Straż Graniczna, funkcjonariusze z Grupy Interwencji Specjalnych Placówki Warszawa–Okęcie zostali wcześniej postawieni w stan gotowości. Załoga samolotu zgłosiła bowiem problemy z jednym z pasażerów jeszcze w trakcie lotu z Teneryfy.
— Sytuacja miała dynamiczny i potencjalnie niebezpieczny przebieg. Po wylądowaniu maszyny i w trakcie jej kołowania doszło do zdarzenia, które wymagało natychmiastowej reakcji służb — relacjonowała mjr SG Dagmara Bielec.
Mężczyzna od dłuższego czasu sprawiał problemy. Według raportu kapitana nie wykonywał poleceń załogi, odmawiał zajęcia miejsca, a jego zachowanie wobec personelu pokładowego i innych pasażerów stawało się coraz bardziej agresywne. W pewnym momencie miał nawet kilkukrotnie uderzyć jednego z członków załogi.
Kulminacja nastąpiła już po lądowaniu, kiedy samolot powoli zbliżał się do stanowiska postojowego.
Czekający na płycie funkcjonariusze Straży Granicznej byli świadkami sceny, która przypominała raczej fragment filmu akcji niż rutynową interwencję lotniskową.
Pasażer odepchnął członków załogi i samodzielnie otworzył drzwi maszyny. W tej samej chwili uruchomił się trap ewakuacyjny. Mężczyzna zjechał po nim na płytę lotniska i natychmiast podjął próbę ucieczki.
Nie trwało to jednak długo. Funkcjonariusze Straży Granicznej błyskawicznie ruszyli w jego kierunku i po krótkim pościgu zatrzymali uciekiniera.
— Ze względu na jego skrajnie agresywne zachowanie oraz wyraźne oznaki silnego pobudzenia konieczne było użycie środków przymusu bezpośredniego — przekazała mjr Bielec.
Podczas interwencji funkcjonariusze zastosowali techniki obezwładniające i transportowe, a także kajdanki.
Zatrzymanym okazał się 27-letni obywatel Hiszpanii. Mężczyzna był w stanie silnego pobudzenia, dlatego najpierw przewieziono go do lotniskowego ambulatorium, gdzie przeszedł badania lekarskie.
Po uspokojeniu został zatrzymany pod zarzutem czynu zagrażającego bezpieczeństwu w komunikacji lotniczej, o którym mowa w art. 211 ustawy Prawo lotnicze.
Na tym jednak konsekwencje się nie kończą. Wobec Hiszpana wszczęto postępowanie przygotowawcze, a komendant Placówki Straży Granicznej Warszawa–Okęcie podjął decyzję o jego wydaleniu z terytorium Polski. Uzasadnieniem były względy bezpieczeństwa państwa oraz ochrona porządku publicznego.
Sąd zdecydował również o umieszczeniu mężczyzny w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców na okres trzech miesięcy.
Choć sytuacja została szybko opanowana, zdarzenie na warszawskim lotnisku pokazuje, jak nieprzewidywalne potrafią być incydenty w transporcie lotniczym — i jak istotna jest gotowość służb, które muszą reagować w ciągu zaledwie kilku sekund.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze