24 listopada 1960 roku w Londynie odszedł Ferdynand Goetel – jeden z najważniejszych pisarzy II Rzeczypospolitej, publicysta, scenarzysta, a zarazem świadek ekshumacji w Katyniu. W PRL jego nazwisko zostało celowo wymazane z historii polskiej kultury.
Jak przypominał prof. Włodzimierz Bolecki, nie był to pisarz zapomniany, lecz zakazany. Goetel znalazł się w gronie trzech polskich literatów (obok Józefa Mackiewicza i Jana Emila Skiwskiego), którzy w 1943 roku widzieli groby polskich oficerów w Katyniu. Po wojnie właśnie to świadectwo przesądziło o jego wykluczeniu przez komunistyczne władze oraz konieczności ucieczki z kraju. „Gdyby został w Polsce, najprawdopodobniej czekałby go proces lub skrytobójcza śmierć” – oceniał prof. Bolecki.
Goetel należał przed wojną do grona najchętniej czytanych twórców. Jego opowiadanie „Ludzkość” było lekturą szkolną, a Ossolineum zamawiało u niego teksty do czytanek. Zajmował się również dziennikarstwem – w latach 1922–26 redagował „Przegląd Sportowy”, wprowadzając do języka sportowego wiele nowych określeń. Był także autorem scenariuszy filmowych, m.in. do „Pana Tadeusza”.
Syn pisarza, Roman Goetel, mówił o ojcu: „Twierdził, że pisać należy nie pięknie, lecz celnie – i tego się trzymał”.
Goetel urodził się w 1890 r. w Suchej (dzisiejszej Suchej Beskidzkiej). Po śmierci ojca wychowywał się w Krakowie, gdzie – jak wspominał – polskość była czymś tak naturalnym jak oddychanie. Studiował architekturę w Wiedniu, a po wybuchu I wojny światowej, jako obywatel austriacki, został deportowany przez Rosjan do Turkiestanu. Tam przeżył pucz bolszewicki, walczył w Armii Czerwonej, uciekał przez Persję i Indie, by ostatecznie wrócić do Polski w 1921 roku.
Szybko zdobył uznanie czytelników. Jego relacja „Przez płonący Wschód” (1922) oraz powieść „Z dnia na dzień” (1926) przyniosły mu międzynarodową popularność – zagraniczne wydania rekomendowali m.in. John Galsworthy i G.K. Chesterton.
W 1943 roku Goetel znalazł się w delegacji, którą Niemcy zabrali do Katynia. Zanim zdecydował się na wyjazd, uzyskał zgodę Armii Krajowej. Już 13 kwietnia sporządził pierwszy raport, w którym jasno wskazał na odpowiedzialność ZSRR za mord na polskich oficerach. Relację przekazał PCK oraz podziemiu. Nigdy nie publikował jej w prasie niemieckiej.
Od tej chwili stał się celem sowieckiej nagonki. W PRL przedstawiano go jako kolaboranta, a po wejściu Armii Czerwonej do Polski został objęty listem gończym. Ukrywał się w klasztorze karmelitów w Krakowie, w końcu uciekł z kraju pod przybranym nazwiskiem. O jego sławie świadczy fakt, że strażnik graniczny rozpoznał w „obywatelu holenderskim Mentenie” znanego pisarza.
Po wojnie osiadł w Londynie, gdzie pozostawał jednym z ważniejszych twórców emigracyjnych, choć żył w bardzo skromnych warunkach. Nadal zabierał głos w sprawach Katynia, m.in. składając zeznania przed komisją amerykańskiego Senatu (1952).
W PRL jego książki usuwano z bibliotek i niszczono. Próbowano skłonić go, by odwołał swoje świadectwo katyńskie – był to warunek powrotu do kraju po 1956 r. Nigdy się na to nie zgodził. Zapłacił za to również osobistą cenę: jego rodzina, pozbawiona paszportów i wiz, nie mogła dołączyć do niego na emigracji.
Goetel zmarł w Londynie w 1960 roku. Jak pisał Tymon Terlecki, „umarł nierozbrojony i niepobity”.
Dopiero w 1989 roku polski PEN Club oficjalnie oczyścił jego imię. W 2003 r. prochy pisarza spoczęły na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.
Mimo tej późnej rehabilitacji, twórczość Goetla nadal znana jest głównie badaczom. A – jak podkreślają literaturoznawcy – przywracanie jego dorobku to nie tylko moralna powinność, lecz także promocja znakomitej literatury.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze