W polskich szpitalach zaczyna być odczuwalny skutek nowych przepisów dotyczących lekarzy spoza Unii Europejskiej. Od początku maja okręgowe izby lekarskie wygasiły już 208 warunkowych praw wykonywania zawodu lekarzom, którzy nie dostarczyli w wymaganym terminie certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego na poziomie B1. Dla części placówek — szczególnie tych działających poza dużymi miastami — oznacza to realne ryzyko pogłębienia problemów kadrowych.
Nowe regulacje objęły medyków, którzy otrzymali możliwość pracy w Polsce w uproszczonym trybie podczas pandemii COVID-19, a później również po wybuchu wojny w Ukrainie. Wówczas państwo otworzyło rynek pracy dla lekarzy spoza UE, aby szybko uzupełnić dramatyczne braki personelu medycznego. Teraz jednak przepisy zostały zaostrzone, a warunkiem dalszej pracy stało się potwierdzenie znajomości języka polskiego.
Z danych przytaczanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że największa liczba wygaszonych praw wykonywania zawodu dotyczy województwa mazowieckiego. Tam pracę mogło stracić aż 107 lekarzy. Kolejne regiony to województwa: warmińsko-mazurskie — 26 osób, podlaskie — 19, lubelskie — 16 oraz śląskie — 15 lekarzy.
Mniejsze, ale również zauważalne liczby dotyczą Dolnego Śląska, Wielkopolski i Małopolski. Łącznie, według stanu na 12 maja, wygaszono 208 uprawnień.
Środowisko medyczne zwraca uwagę, że to dopiero początek procesu. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznał, że problem może dotyczyć nawet około tysiąca lekarzy cudzoziemców pracujących obecnie w Polsce.
Największy niepokój pojawia się dziś w szpitalach powiatowych i placówkach działających w mniejszych miejscowościach. To właśnie tam lekarze z Ukrainy i innych krajów spoza UE często stanowili kluczowe wsparcie dla przeciążonych zespołów.
Dyrektorzy placówek nie ukrywają, że znalezienie nowych specjalistów graniczy z cudem. Problem szczególnie dotyka regionów oddalonych od dużych ośrodków akademickich, gdzie już wcześniej brakowało chętnych do pracy.
— U nas permanentnie brakuje lekarzy; jesteśmy głęboką prowincją i pozyskanie lekarza do pracy graniczy z cudem — mówi Małgorzata Kormosz, pełniąca obowiązki dyrektora szpitala w Ustrzykach Dolnych.
W praktyce nawet odejście jednego lekarza może oznaczać konieczność ograniczenia liczby dyżurów albo wydłużenie kolejek pacjentów. W części placówek zagrożona może być także ciągłość funkcjonowania niektórych oddziałów.
Resort zdrowia tonuje jednak alarmistyczne nastroje. Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, przyznaje, że do ministerstwa docierają już sygnały ze szpitali, które mogą odczuć skutki nowych regulacji. Jego zdaniem na razie są to jednak pojedyncze przypadki, a nie kryzys obejmujący cały system ochrony zdrowia.
Eksperci podkreślają jednocześnie, że wymóg znajomości języka polskiego jest istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjentów i jakości komunikacji w szpitalach. Problem polega jednak na tym, że polska służba zdrowia od lat funkcjonuje przy chronicznym niedoborze lekarzy, a medycy z zagranicy stali się dla wielu placówek realnym wsparciem.
To jednak tylko część znacznie większego problemu. Polska od lat zmaga się z dramatycznym niedoborem lekarzy, a kolejne szpitale alarmują o brakach kadrowych i przeciążeniu personelu. Dlaczego młodych medyków wciąż jest za mało i jak może wyglądać przyszłość polskiej ochrony zdrowia — do tych tematów wrócimy w kolejnych artykułach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze