Nowe osiedla powstają na terenach, które przez dziesięciolecia służyły przemysłowi. Problem w tym, że nie zawsze wiadomo, co pozostało w ziemi po dawnych zakładach. Kontrola dotycząca Pragi-Północ i Ursusa wykazała poważne nieprawidłowości w identyfikowaniu i rejestrowaniu historycznych zanieczyszczeń gruntów. W niektórych przypadkach mieszkańcy mogą dowiedzieć się o problemie dopiero po zakupie mieszkania.
Praga-Północ i Ursus zostały objęte kontrolą nieprzypadkowo. Obie dzielnice mają silną przemysłową przeszłość, a jednocześnie w ostatnich latach prowadzone są tam duże inwestycje mieszkaniowe. Tereny dawnych fabryk, magazynów i zakładów produkcyjnych stają się atrakcyjnymi gruntami pod nowe osiedla.
Taka zmiana sposobu wykorzystania terenu wymaga jednak dokładnego sprawdzenia stanu gleby. Po działalności przemysłowej mogą pozostawać substancje stanowiące zagrożenie dla zdrowia ludzi i środowiska. Wśród najbardziej niebezpiecznych wskazywane są metale ciężkie, węglowodory aromatyczne, trichloroeten i tetrachloroeten.
Historycznym zanieczyszczeniem określa się skażenie, które powstało przed 30 kwietnia 2007 roku albo jest skutkiem działalności zakończonej przed tą datą. W przypadku potwierdzenia takiego zanieczyszczenia przepisy przewidują remediację, czyli działania prowadzące do usunięcia lub ograniczenia ilości szkodliwych substancji i zmniejszenia zagrożenia.
Szczególnie krytycznie oceniono działania podejmowane na Pradze-Północ. W latach 2018–2022, do maja, urząd dzielnicy nie prowadził identyfikacji potencjalnych historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi.
Prace rozpoczęto dopiero w maju 2022 roku, ale kontrolerzy stwierdzili, że również później nie były one prowadzone prawidłowo. Urząd nie dysponował wynikami badań dotyczących substancji, które mogły pozostać w ziemi w związku z prowadzoną wcześniej działalnością przemysłową, a mimo to nie przeprowadzono badań wstępnych.
Pierwszy wykaz miejsc, na których mogły występować historyczne zanieczyszczenia, powstał z ponad dwuletnim opóźnieniem. Zarówno on, jak i późniejsza aktualizacja nie zawierały wszystkich wymaganych prawem informacji.
Problemy nie kończyły się na poziomie dzielnic. Zastrzeżenia dotyczą również sposobu działania Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Przekazywane wykazy nie były na bieżąco analizowane. Zdarzało się, że wezwania do ich uzupełnienia wysyłano dopiero po kilku latach. W rezultacie żaden teren znajdujący się w wykazach przekazanych przez Pragę-Północ i Ursus nie został na ich podstawie wpisany do rejestru historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi.
Wpisów dokonywano natomiast w przypadkach, gdy właściciel lub inny podmiot władający gruntem sam występował o ustalenie planu remediacji. Także wtedy kontrola wykazała braki w części danych znajdujących się w rejestrze.
Rejestr ma istotne znaczenie dla przyszłych mieszkańców i inwestorów, ponieważ powinien gromadzić informacje m.in. o lokalizacji zanieczyszczenia, jego charakterze, aktualnym stanie terenu oraz przeprowadzonych działaniach naprawczych.
Jednym z najpoważniejszych problemów wskazanych w wynikach kontroli jest niedostateczny przepływ informacji. Nie każdy przypadek stwierdzonego skażenia jest zgłaszany do właściwego rejestru.
Według ustaleń kontrolerów przyczyną mogą być wysokie koszty remediacji, którą co do zasady powinien przeprowadzić władający terenem. W efekcie zdarzają się sytuacje, w których kupujący mieszkanie może nie mieć pełnej wiedzy o historii gruntu i możliwych zanieczyszczeniach.
Problemy związane z terenami poprzemysłowymi nie są jedynie teoretyczne. W Ursusie analizowano m.in. sprawę wycieku substancji ropopochodnych w garażu podziemnym na obszarze dawnych Zakładów Przemysłu Ciągnikowego. Według ustaleń nie wykonano wszystkich działań potrzebnych do jednoznacznego potwierdzenia lub wykluczenia występowania zanieczyszczenia pod płytą fundamentową budynków wielorodzinnych.
Obowiązek identyfikowania potencjalnych historycznych zanieczyszczeń formalnie należy do prezydenta Warszawy, jednak zadania te zostały przekazane poszczególnym dzielnicom.
Już wcześniejsza kontrola z 2018 roku wskazywała na problemy z nadzorem. Później podjęto działania naprawcze, ale najnowsza kontrola wykazała, że nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nie przeprowadzono odpowiedniego audytu, który pozwoliłby sprawdzić, czy dzielnice prawidłowo wykonują swoje obowiązki.
W latach 2018–2025 nie podjęto również skutecznych działań ograniczających inwestycje mieszkaniowe i publiczne w miejscach, w których zidentyfikowano potencjalne lub stwierdzone historyczne zanieczyszczenia. Informacji o takich terenach nie uwzględniono także w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Warszawy, mimo że dokument był w tym okresie dwukrotnie zmieniany.
Po kontroli skierowano wnioski zarówno do władz Warszawy, jak i Pragi-Północ, Ursusa oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Od miasta oczekuje się skuteczniejszego nadzoru, w tym kontroli i audytów sposobu identyfikowania skażeń. Praga-Północ ma wzmocnić mechanizmy kontroli i prawidłowo prowadzić wykaz potencjalnie zanieczyszczonych terenów. RDOŚ powinien natomiast uzupełnić rejestr oraz usprawnić weryfikację informacji dotyczących przeprowadzonych remediacji.
Sprawa ma szczególne znaczenie w dzielnicach intensywnie przekształcających dawne obszary przemysłowe. Na samej Pradze-Północ przygotowywane są kolejne duże przedsięwzięcia mieszkaniowe na terenach pofabrycznych, dlatego prawidłowe rozpoznanie historii i stanu gruntu staje się jednym z elementów poprzedzających bezpieczne wykorzystanie takich obszarów pod nowe funkcje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze