Reklama

Mały bohater z Andów w Warszawie

W zimowej ciszy, pod koniec ubiegłego roku, w Warszawskie ZOO wydarzyło się coś, co zawsze wywołuje ten sam, dziecięcy zachwyt – na świat przyszło nowe życie. Tym razem to młody samiec wikuni andyjskiej. Dziś ma już ponad dwa miesiące, pewniej stawia kroki i coraz śmielej rozgląda się po wybiegu, choć wciąż trzyma się blisko matki.

I trudno mu się dziwić. Wikunie, nawet te urodzone w ogrodach zoologicznych, mają w sobie czujność wysokogórskich równin. Bliskość stada to dla nich bezpieczeństwo.

Mały arystokrata z Andów

Opiekunowie podkreślają, że maluch rozwija się książkowo – jest zdrowy, ciekawski i dobrze odnajduje się w grupie. Najczęściej można zobaczyć go w samym jej centrum, jakby instynktownie wiedział, że to najlepsze miejsce na start w dorosłość.

Dla odwiedzających to jedna z tych scen, przy których zwalnia się krok. Smukła sylwetka, ogromne oczy i ruchy pełne ostrożnej elegancji sprawiają, że trudno oderwać wzrok.

Reklama

Dziki przodek alpaki i żywy symbol Peru

Wikunia andyjska to zwierzę wyjątkowe. W naturze przemierza surowe, wysokogórskie tereny Andów w Peru, Boliwii, Chile i Argentynie. Jest dzikim przodkiem alpaki i – podobnie jak ona – należy do rodziny wielbłądowatych. Na tym jednak podobieństwa w dużej mierze się kończą.

W przeciwieństwie do oswojonych alpak, wikunie pozostają nieufne wobec ludzi. Są płochliwe, czujne, stworzone do życia na otwartych przestrzeniach, gdzie przetrwanie zależy od szybkiej reakcji i siły stada. Ich wełna uchodzi za jedną z najcenniejszych i najdelikatniejszych na świecie – i to właśnie ona przez lata była dla nich przekleństwem. Kłusownictwo sprawiło, że populacja wikuni dramatycznie spadła.

Reklama

Nieprzypadkowo jej wizerunek znalazł się w herbie Peru – symbolizuje bogactwo przyrody i narodowe dziedzictwo. Dziś ochrona tego gatunku to wspólny wysiłek wielu instytucji, w tym ogrodów zoologicznych, które prowadzą programy edukacyjne i hodowlane.

Warszawski ogród daje odwiedzającym rzadką okazję, by zobaczyć obok siebie zarówno wikunie, jak i alpaki. Różnice w sylwetce, zachowaniu czy wyrazie pyska stają się wtedy czytelne jak na dłoni.


Mały „R” szuka swojego imienia

Nowy mieszkaniec stołecznego zoo ma już charakter, ciekawość świata i rosnącą pewność siebie. Brakuje mu tylko jednego – imienia.

Reklama

Ponieważ przyszedł na świat pod koniec ubiegłego roku, tradycja nakazuje, by zaczynało się ono na literę „R”. Opiekunowie ogłosili więc plebiscyt. Propozycje można zgłaszać w komentarzach pod postem ogrodu do końca tygodnia. Spośród nich wybrane zostaną najciekawsze, a ostateczny wybór zapadnie w głosowaniu.

To drobny gest, ale właśnie z takich gestów buduje się więź między ludźmi a zwierzętami. Kiedy nadajemy imię, przestaje to być „kolejny osobnik w stadzie”. Staje się kimś konkretnym. Kimś, kogo rozwój śledzimy, komu kibicujemy i do kogo – przy kolejnej wizycie w zoo – wracamy już nie tylko z ciekawości, lecz z sympatii.

Reklama

Być może więc wśród propozycji pojawi się imię, które za kilka dni na stałe wpisze się w historię Warszawskie ZOO. A mały arystokrata z Andów będzie je nosił z właściwą sobie, wysokogórską dumą.

Źródło: UM Warszawa, Zdj.: UM Warszawa
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości