Francuska gospodarka coraz wyraźniej odczuwa skutki globalnego spowolnienia. Najnowsze dane opublikowane przez państwowy urząd statystyczny INSEE pokazują, że bezrobocie nad Sekwaną ponownie rośnie i osiągnęło poziom nienotowany od pięciu lat. To sygnał alarmowy nie tylko dla rządu Emmanuela Macrona, ale też dla całej francuskiej gospodarki, która jeszcze niedawno była przedstawiana jako jeden z bardziej odpornych organizmów ekonomicznych w Europie.
W pierwszym kwartale tego roku stopa bezrobocia we Francji wzrosła do 8,1 proc. Oznacza to wzrost o 68 tys. osób w porównaniu z poprzednim kwartałem. Łącznie bez pracy pozostaje już około 2,6 mln mieszkańców kraju.
To najgorszy wynik od 2021 roku i jednocześnie wyraźny sygnał, że francuski rynek pracy zaczyna wyhamowywać. Szczególnie niepokojące jest tempo zmian — jeszcze kilka lat temu Francja konsekwentnie ograniczała skalę bezrobocia, schodząc z poziomów przekraczających 10 proc.
Ekonomiści zwracają uwagę, że obecne dane mogą być początkiem dłuższego trendu. Rosnące koszty działalności, słabsza konsumpcja i niepewność geopolityczna coraz mocniej odbijają się na kondycji przedsiębiorstw.
Do najnowszych danych odniósł się szef Banku Francji Francois Villeroy de Galhau. Przyznał, że sytuacja nie daje powodów do satysfakcji, choć jednocześnie próbował tonować nastroje.
Jak podkreślił, od 2010 roku we Francji powstało około 4 mln nowych miejsc pracy, co jego zdaniem pokazuje, że gospodarka nadal posiada silne fundamenty. Villeroy de Galhau określił obecną sytuację jako „mieszankę odporności i spowolnienia”, wskazując, że francuska gospodarka funkcjonuje dziś pod presją kilku jednoczesnych kryzysów.
Wśród głównych zagrożeń wymienił napięcia na Bliskim Wschodzie oraz wzrost cen paliw, które przekładają się na wyższe koszty dla firm i konsumentów. Mimo trudniejszego otoczenia — jak zaznaczył — część sektorów, zwłaszcza przemysł, nadal wykazuje relatywną odporność, choć właśnie tam sytuacja staje się coraz bardziej wymagająca.
Rosnące bezrobocie to również polityczny problem dla prezydenta Emmanuela Macrona. Jednym z filarów jego gospodarczej agendy były reformy rynku pracy, które miały zwiększyć zatrudnienie i poprawić konkurencyjność francuskiej gospodarki.
Przez pewien czas efekty były widoczne. Po rekordowo wysokim bezrobociu z lat 2015–2016, kiedy wskaźnik przekraczał 10 proc., Francji udało się stopniowo poprawiać sytuację na rynku pracy. Macron zapowiadał nawet, że do końca swojej drugiej kadencji — czyli do 2027 roku — bezrobocie spadnie do 5 proc.
Dziś ten cel wydaje się coraz bardziej odległy. W obliczu słabnącej koniunktury i narastającej presji gospodarczej francuski rząd może mieć problem z utrzymaniem wcześniejszego tempa zmian. Coraz więcej wskazuje na to, że najbliższe miesiące będą dla francuskiego rynku pracy jednym z najtrudniejszych testów od czasu pandemicznego kryzysu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze