Przez lata pozostawało ukryte pod skarpą, zapomniane przez większość warszawiaków i powoli niszczone przez wilgoć. Dziś Elizeum — jedno z najbardziej zagadkowych miejsc na mapie stolicy — przechodzi pierwszy od dekad tak poważny etap ratunkowych prac konserwatorskich. To początek procesu, który ma nie tylko zabezpieczyć XVIII-wieczną budowlę, ale też przywrócić pamięć o miejscu, które niegdyś było centrum życia towarzyskiego arystokracji.
Jak poinformował stołeczny konserwator zabytków Michał Krasucki, rozpoczęte właśnie działania skupiają się przede wszystkim na kontrolowanym osuszaniu konstrukcji. Specjaliści podkreślają, że to jeden z najtrudniejszych etapów całego przedsięwzięcia — ceglane ściany są dziś skrajnie zawilgocone, a zbyt szybkie pozbywanie się wilgoci mogłoby doprowadzić do kolejnych uszkodzeń.
Na razie robotnicy usuwają warstwę ziemi zalegającą nad sklepieniem obiektu i udrażniają historyczne kanały wentylacyjne. To właśnie one mają odegrać kluczową rolę w procesie stopniowego osuszania wnętrza. Cała konstrukcja zostanie dodatkowo zabezpieczona specjalną membraną chroniącą przed deszczem i dalszym przenikaniem wody.
W kanałach zamontowane zostaną niewielkie wentylatory wspomagające cyrkulację powietrza. Przez najbliższe miesiące konserwatorzy będą monitorować, jak cegła reaguje na zmieniające się warunki. Wszystko musi odbywać się powoli i pod ścisłą kontrolą.
To dopiero pierwszy etap prac. Kolejny zakłada wykonanie docelowej izolacji, która ma zatrzymać proces degradacji i zabezpieczyć obiekt na przyszłość. Eksperci nie ukrywają jednak, że przywrócenie Elizeum do stabilnego stanu technicznego będzie wymagało czasu i ogromnej precyzji.
Ratowanie Elizeum musiało zostać dostosowane również do jego niezwykłych mieszkańców. Podziemna budowla od lat stanowiła schronienie dla nietoperzy zimujących w chłodnych i wilgotnych wnętrzach groty. Zanim rozpoczęto jakiekolwiek działania, zwierzęta były przez wiele miesięcy monitorowane przez specjalistów.
Tuż obok zabytku powstało nawet nowe schronienie — specjalny dom dla nietoperzy wbudowany w skarpę, przygotowany tak, by zapewnić im odpowiednie warunki do zimowania. Dopiero gdy pod koniec kwietnia zwierzęta opuściły Elizeum, konserwatorzy mogli wejść do środka i rozpocząć właściwe prace ratunkowe.
To przykład coraz częściej spotykanego podejścia do ochrony zabytków, w którym równie ważne jak sam obiekt staje się także otaczające go środowisko naturalne.
Historia Elizeum brzmi dziś niemal jak scenariusz filmu. Podziemna rotunda została zbudowana pod koniec XVIII wieku na polecenie księcia Kazimierza Poniatowskiego, brata króla Stanisława Augusta. Projekt przygotował architekt Szymon Bogumił Zug, a sama budowla miała służyć jako niezwykłe miejsce spotkań, koncertów i arystokratycznych przyjęć.
Ukryta w skarpie przy dzisiejszym parku Rydza-Śmigłego grota była czymś więcej niż tylko ekstrawagancką ozdobą ogrodu. Wnętrza dekorowały freski, kolumny, rzeźby i sztukaterie, a podziemna sala pod kopułą robiła ogromne wrażenie na gościach księcia.
Elizeum miało trzy wejścia. Jedno prowadziło przez sztuczną grotę, drugie wychodziło na sadzawkę, a trzecie — podziemnym korytarzem — łączyło obiekt z tzw. Domkiem Imama, gdzie przygotowywano potrawy serwowane podczas wystawnych przyjęć.
Po śmierci księcia w 1800 roku miejsce zaczęło jednak stopniowo tracić swój dawny blask. Najpierw zamieniono je w magazyn na beczki z piwem, później służyło jako lodownia szpitala św. Łazarza. Przez kolejne dziesięciolecia obiekt niszczał, a wilgoć i korzenie drzew niemal całkowicie zniszczyły historyczną izolację chroniącą wnętrza.
Dziś z dawnego przepychu pozostały jedynie fragmenty, ale rozpoczęte właśnie prace dają szansę, że jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Warszawie nie zniknie bezpowrotnie pod warstwą ziemi i zapomnienia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze