Reklama

Wypadek z udziałem radiowozu na Woli. Są nowe ustalenia

Komenda Stołeczna Policji przekazała w sobotę ustalenia ws. wypadku z 16 stycznia z udziałem radiowozu na warszawskiej Woli. Jak poinformowała, samochód zmierzał do jednostki, w której osoby zatrzymane miały pozostać do czasu przeprowadzenia czynności pozwalających na ustalenie ich roli procesowej.

Kwestia zderzenia z udziałem samochodu cywilnego i radiowozu policji na skrzyżowaniu ulic Leszno i Okopowej na warszawskiej Woli jest powiązana z akcją policji na Ursynowie, w której rozbito gang zajmujący się handlem ludźmi oraz przestępczością narkotykową. W jej wyniku aresztowano dwie osoby, a deportowano dwanaście. Zarzuty w sprawie przedstawiono dwóm osobom – obywatelom Ukrainy w wieku 24 i 34 lat. Dziewięcioro obywateli Ukrainy – sześciu mężczyzn i trzy kobiety – zostało objętych statusem osób pokrzywdzonych oraz zakwalifikowanych jako ofiary procederu handlu ludźmi w celu wykorzystania do pracy przymusowej.

Reklama

Policja informowała, że dzień po akcji w trakcie przejazdu z dwiema zatrzymanymi kobietami doszło do wypadku z udziałem policyjnego radiowozu. Do szpitala trafiła jedna z kobiet oraz policjant. Jak powiedział PAP rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba, „do tej pory w sprawie wypadku nikt nie otrzymał zarzutów”. Dodał, że postępowanie zostało wszczęte 23 stycznia, obecnie jest prowadzone w fazie in rem (w sprawie - PAP) i ma być koordynowane z udziałem Wydziału Wewnętrznego Komendy Głównej Policji. „Na obecnym etapie zabezpieczany jest materiał dowodowy” – przekazał.

W sobotę na profilu KSP na X zamieszczono dalsze ustalenia dotyczące zdarzenia. Wynika z nich, że funkcjonariusze z Komisariatu Policji Warszawa Ursynów przewożący zatrzymane kobiety poruszali się radiowozem nieoznakowanym z wykorzystaniem sygnałów świetlnych i dźwiękowych pojazdu uprzywilejowanego. 

Reklama

Miejscem docelowym była jednostka na warszawskiej Woli, gdzie zatrzymane – w związku z pozostającymi w toku czynnościami procesowymi w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej – miały pozostawać w Pomieszczeniu Dla Osób Zatrzymanych do czasu przeprowadzenia czynności, które pozwoliły na ustalenie ich obecnej roli procesowej — wyjaśniono.

Według warszawskiej policji, konwój realizowało trzech policjantów, a decyzja funkcjonariuszy o zastosowaniu kajdanek wobec przewożonych osób była podyktowana statusem, jaki miały one w tamtym czasie.

Reklama

Dopiero dzień później, w oparciu o analizę zgromadzonego materiału procesowego, uznano, że daje on podstawę do określenia roli obydwu kobiet jako pokrzywdzonych i ofiar działania zorganizowanej grupy przestępczej – rozbitej przez policjantów — czytamy.

We wpisie wspomniano, że funkcjonariusz kierujący radiowozem, jadącym z włączonymi sygnałami pojazdu uprzywilejowanego, wjechał na skrzyżowanie w chwili, kiedy sygnalizator świetlny dla jego kierunku jazdy nadawał sygnał czerwony.

Patrol ruchu drogowego, skierowany na miejsce wypadku, dokonał sprawdzenia stanu trzeźwości kierujących. Wszyscy byli trzeźwi (wyniki badań to 0,00 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu). Na skutek wypadku do szpitala przewieziono trzy osoby zajmujące miejsca z tyłu pojazdu – były to dwie zatrzymane kobiety i jeden z funkcjonariuszy realizujących konwój — wskazano.

Reklama

Jak podkreślono, „natychmiast po wypadku stołeczna policja wdrożyła czynności mające ustalić jego dokładne okoliczności”.

Ustalono, że funkcjonariusz kierujący radiowozem, posiadał uprawnienia do prowadzenia pojazdów, w tym radiowozów – ma prawo jazdy kategorii B – jednak bez używania sygnałów uprzywilejowania. Decyzją Komendanta Stołecznego Policji wdrożono natychmiast postępowanie w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej oraz karnej. Wczoraj (piątek, 30 stycznia) Komendant Rejonowy Policji Warszawa II, w związku z koniecznością wszechstronnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia drogowego, wydał decyzję o zawieszeniu funkcjonariusza w służbie — podsumowano.

Reklama

Zapewniono też, że KSP w pełni współpracuje z prowadzącymi czynności w sprawie Prokuraturą Rejonową Warszawa Wola w ramach postępowania przygotowawczego, a także z Biurem Spraw Wewnętrznych Policji.

Wcześniej zastrzeżenia w sprawie wyraził adwokat jednej z poszkodowanych mec. Tymoteusz Paprocki. Jak przyznał w rozmowie z PAP, jego wątpliwości wzbudziła m.in. kwestia braku zarzutów w sprawie wypadku, które – jak wynika z doświadczenia adwokata – zwykle są stawiane w ok. 48 godzin od wypadku.

Mam zastrzeżenia co do zbierania materiałów dowodowych w tej sprawie i na pewno w związku z tym już w poniedziałek jako pełnomocnik złożę wnioski dowodowe, ponieważ dziwne jest, że w sprawie dotychczas nie powołano biegłych do zbadania okoliczności wypadku, zaś aktywność dotycząca ustalenia stanu zdrowia mojej klientki i innych osób uczestniczących w wypadku nastąpiła dopiero po moim mailowym zgłoszeniu się jako pełnomocnika pokrzywdzonej do sprawy, czyli 11 dni po wypadku — stwierdził.

Reklama

PAP

Źródło: PAP Aktualizacja: 31/01/2026 14:55
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości