Reklama

Najpierw chińskie auta, teraz autobusy?

Jeszcze kilka lat temu temat chińskiej ekspansji w transporcie publicznym praktycznie nie istniał. Dziś elektryczne autobusy z Państwa Środka coraz śmielej pojawiają się na ulicach polskich miast – i to nie tylko tych mniejszych. Wraz z nimi pojawiają się pieniądze z unijnych programów, pytania o uczciwą konkurencję i obawy o przyszłość europejskich producentów.

Od testów do masowych zamówień

Najbardziej widocznym graczem jest dziś Yutong. Producent dostarczył lub zakontraktował w Polsce już ponad 300 autobusów elektrycznych dla kilkunastu samorządów. Pojazdy jeżdżą m.in. w Polkowicach, Kętrzynie, Łomży, Jeleniej Górze, a także w Warszawie.

To właśnie w stolicy przez rok testowano model U12. Autobus w normalnej eksploatacji przejechał blisko 80 tys. km, osiągając średnio ponad 400 km zasięgu na jednym ładowaniu. Test wypadł na tyle dobrze, że dziś po Warszawie kursuje już kilkanaście takich pojazdów, a podpisane umowy obejmują kolejne dostawy.

Reklama

Podobny scenariusz wydarzył się w Białymstoku, gdzie Yutong wygrał przetarg na 60 autobusów elektrycznych – jako jedyny oferent.

Unijne miliardy napędzają rynek

Boom na autobusy zeroemisyjne nie bierze się znikąd. Unia Europejska pokrywa nawet 70 proc. kosztów zakupu takiego taboru. Tylko w jednym z najbliższych konkursów, organizowanym przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych, do rozdysponowania jest około 700 mln zł.

Dla samorządów to szansa na szybkie odmłodzenie floty i realizację celów klimatycznych. Dla producentów – walka o kontrakty, które decydują o „być albo nie być” na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

Reklama

„To nie są równe warunki gry”

Europejscy producenci nie ukrywają frustracji. Przedstawiciele Solaris Bus & Coach podkreślają, że konkurują z firmami funkcjonującymi w zupełnie innym modelu gospodarczym – często hojnie wspieranymi przez państwo, z tańszym dostępem do surowców i niższymi kosztami produkcji.

Podobne argumenty padają ze strony MAN Truck & Bus, należącego do grupy Volkswagena. Europejskie koncerny muszą spełniać restrykcyjne normy środowiskowe, płacić wyższe wynagrodzenia i działać w ramach ściśle kontrolowanej pomocy publicznej. Chińscy producenci – zdaniem branży – startują z wyraźnie uprzywilejowanej pozycji.

Reklama

Technologia i cena – mocne karty Chin

Jednocześnie nikt nie kwestionuje postępu technologicznego. Jeszcze dekadę temu autobus elektryczny przejeżdżał około 100 km na jednym ładowaniu. Dziś normą stają się dystanse kilkukrotnie większe, a koszty systematycznie spadają.

Według danych think-tanku Transport & Environment w 2024 r. już połowa nowych autobusów miejskich w Europie była zeroemisyjna. Raport McKinsey wskazuje, że chińscy producenci zdobyli około 20 proc. tego segmentu – głównie dzięki atrakcyjnym cenom.

Reklama

Poza Yutongiem na europejskich ulicach pojawiają się pojazdy takich marek jak BYD, znany m.in. z elektrycznych piętrusów w Londynie, a także firmy powiązane z koncernami Geely, Chery czy MG.

Cła, subsydia i polityka

Presja ze strony Chin nie dotyczy wyłącznie autobusów. Komisja Europejska uznała, że chińskie firmy motoryzacyjne korzystają z nieuczciwego subsydiowania i nałożyła dodatkowe cła na import samochodów elektrycznych. Producenci autobusów liczą, że podobne mechanizmy ochronne obejmą również transport publiczny.

Reklama

W ich ocenie stawką jest nie tylko rynek, ale też miejsca pracy, europejskie łańcuchy dostaw i przyszłe inwestycje w badania oraz rozwój.

Cyberbezpieczeństwo pod lupą

Osobnym wątkiem są kwestie bezpieczeństwa cyfrowego. W części krajów Europy pojawiły się obawy dotyczące zdalnego dostępu producentów do systemów autobusów. Yutong stanowczo zaprzecza zarzutom, a polskie samorządy podkreślają, że pojazdy posiadają europejską homologację oraz wymagane certyfikaty, w tym z zakresu cyberbezpieczeństwa.

Ministerstwo Infrastruktury zapewnia, że przetargi finansowane ze środków UE są prowadzone w sposób przejrzysty i bezstronny, a do resortu nie wpłynęły skargi dotyczące udziału chińskich producentów.

Reklama

Zielona przyszłość z dużym znakiem zapytania

Elektryfikacja transportu miejskiego jest nieunikniona – to fakt. Pytanie brzmi, kto na niej skorzysta najbardziej. Czy Europa zbuduje własną, silną pozycję w segmencie zeroemisyjnym, czy też stanie się rynkiem zbytu dla tańszych technologii z Azji?

Jedno jest pewne: chińskie autobusy już tu są. A dyskusja o tym, czy to szansa, czy zagrożenie, dopiero się rozpędza.

 

 

Źródło: money.pl Najpierw auta, teraz autobusy

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości