Metropolita warszawski abp Adrian Galbas mówi o Bożym Narodzeniu jako o wydarzeniu, którego radykalizm wciąż jest przez nas niedoceniany. Podkreśla, że Bóg świadomie wybrał sposób objawienia się, który nie onieśmiela, lecz zaprasza. Jak zaznacza, „gdyby przyszedł jak potężny Pan, z całą swoją mocą, jedyną reakcją na to przyjście byłby lęk”. A tymczasem Bóg – jak mówi arcybiskup – „nie chce budować relacji z człowiekiem na lęku, tylko na miłości”.
Dlatego przychodzi jako dziecko. Małe, bezbronne, takie, którego się nie boimy. „Kiedy spotykamy się z niemowlęciem, nie rodzi się w nas strach, ale raczej chęć przyjęcia go i zaopiekowania się nim” – zauważa hierarcha. Ten sposób przyjścia Boga ma też wymiar bardzo konkretny i wymagający: jest wskazówką, jak należy o Nim mówić. Abp Galbas mówi wprost: „ktokolwiek, kto przychodzi w imię Boga, a przychodzi jak panisko, siejąc strach, będzie fałszywym prorokiem”. Jedynym językiem Boga jest bowiem – jak podkreśla – „pokora i miłość”.
Arcybiskup zwraca uwagę, że Wcielenie jest gestem wręcz szalonym – radykalnym uniżeniem Boga, którego skali często nie dostrzegamy. „Za mało doceniamy szaleństwo tego Bożego gestu” – mówi. I przypomina, że najłatwiej przyjęli go nie ludzie władzy czy uczeni, lecz najprości: pasterze z Betlejem. Ci, którzy byli „nieskomplikowani”, potrafili po prostu pójść i zobaczyć. Inaczej było z Herodem czy uczonymi w Piśmie – oni mieli problem, bo „mieli problem, żeby się zniżyć”.
Ten mechanizm – jak zaznacza abp Galbas – powtarza się w historii Kościoła i świata. „Chrystusa rozpoznają ludzie pokorni, o czystym sercu. Tacy, którzy mają w sobie zgodę na miłość”. Natomiast „siłacze tego świata zawsze będą wybrzydzać, krytykować i zawsze będą się od Niego oddalać”.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa to w opisie okoliczności narodzin Jezusa. Arcybiskup przypomina, że Chrystus nie tylko nie przyszedł na świat jak król – „On urodził się w gorszych warunkach niż biedacy”. Mówi wręcz: „właściwie urodził się nie jak człowiek, ale jak zwierzę – w stajni”. Zwraca uwagę, że kolędy często nadają temu wydarzeniu ciepłą, niemal sielankową oprawę, tymczasem Ewangelia jest bezlitosna w swojej prostocie: „nie było dla nich miejsca, położyła Go w żłobie”. To – jak mówi – „brutalny realizm życia”.
W tym uniżeniu kryje się jednak głęboki sens. Jezus, zdaniem arcybiskupa, „chce nam przez to powiedzieć, że już niżej nie można zejść”. Bóg przekracza wszelkie granice, jakie można przekroczyć. Abp Galbas łączy to bezpośrednio z Eucharystią: skoro wierzymy, że jest ona prawdziwą obecnością Chrystusa, warto zauważyć, jak prosta jest jej forma. „Czym jest hostia? To mieszanina mąki i wody, w którą wstępuje Duch Święty. Prościej się już nie da”. Jezus – jak podkreśla – „ze swej strony zrobił wszystko, co mógł. Teraz kolej na nas”.
W rozmowie pojawia się także temat współczesnego przeżywania świąt, które dla wielu ludzi sprowadzają się do zakupów i prezentów. Abp Galbas nie potępia tego wprost. Wręcz przeciwnie – mówi jasno: „nie ma nic złego w dawaniu prezentów”. Podkreśla, że gest obdarowywania niesie piękne przesłanie: „jesteś dla mnie ważny, kocham cię”. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy prezent staje się „formą kupienia drugiego człowieka”.
Dla chrześcijan prezenty mają jednak głębszy sens – są symbolem daru fundamentalnego. Arcybiskup przypomina słowa Ewangelii św. Jana: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał…”. I dodaje jednoznacznie: „Chrystus jest Bożym prezentem dla nas”.
Jednocześnie abp Galbas z dużą otwartością mówi o osobach niewierzących. Zachęca, by także one korzystały z czasu świąt, bo wartości takie jak „rodzina, bliskość, bycie razem, pokój, spokój i miłość” są uniwersalne. Nawet bez odniesienia do Wcielenia – jak zaznacza – „można te dni pożytecznie przeżyć”.
Na koniec arcybiskup wskazuje zadanie stojące przed chrześcijanami. Nie polega ono na obrażaniu się na kulturę masową, która próbuje zastąpić Boże Narodzenie „świętami zimowymi, grudniowymi czy magicznymi”. Sensowniejszą drogą jest – jak mówi – „z uporem wskazywać na głębszy, niekomercyjny wymiar świąt” i wszędzie tam, gdzie to możliwe, „próbować tę kulturę chrystianizować”.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze