Reklama

Białoruska gwiazda zaatakowana w Warszawie. Jej słowa po napaści zaskakują

Aleksandra Herasimenia, była białoruska pływaczka i trzykrotna medalistka olimpijska, została zaatakowana na Dworcu Zachodnim w Warszawie. Nieznany mężczyzna uderzył ją pięścią w głowę, po czym próbował uciec. Sportsmenka nie odniosła poważnych obrażeń, a podejrzany został zatrzymany. Choć sprawa wywołała duże emocje, Herasimenia stanowczo podkreśla, że nie zamierza oceniać całej Polski przez pryzmat zachowania jednego człowieka.

Do zdarzenia doszło 10 lipca. Jak relacjonowała była reprezentantka Białorusi w rozmowie z WP SportoweFakty, napastnik miał wcześniej ją obserwować. W pewnym momencie podszedł i bez ostrzeżenia uderzył ją w głowę. Kobieta zaczęła krzyczeć i wzywać policję. Wtedy mężczyzna oddalił się z miejsca zdarzenia.

Herasimenia trafiła do szpitala, jednak – jak sama zaznacza – skończyło się na strachu i bólu. Lekarze nie stwierdzili poważniejszych obrażeń.

„Bałam się, że może to zrobić ponownie”

Sprawą zajęła się policja. Według informacji przytoczonych w wywiadzie podejrzany został zatrzymany, a prokuratura postawiła mu zarzuty. Motyw jego działania nie został jednoznacznie ustalony. Pojawiło się podejrzenie, że atak mógł mieć związek z narodowością sportsmenki, jednak sama Herasimenia nie chce wyciągać zbyt daleko idących wniosków.

Reklama

Przyznała, że po zdarzeniu przez kilka dni odczuwała strach. Nie chodziło wyłącznie o możliwość ponownego spotkania napastnika. Jak mówiła, zaczęła znacznie uważniej obserwować otoczenie, zwłaszcza gdy przebywała sama na ulicy.

Najbardziej uderzające w jej relacji jest jednak to, co mówi o Polsce i Polakach. Mimo tego, co wydarzyło się na warszawskim dworcu, nie obwinia społeczeństwa i nie traktuje napaści jako dowodu na powszechną niechęć wobec Białorusinów.

– Nie mam do Polaków żadnego żalu o tę sytuację – podkreśliła w rozmowie z WP SportoweFakty.

Reklama

Coraz więcej agresji? „Trzeba mówić o dobrych rzeczach”

Była mistrzyni zwraca uwagę, że problem agresji i niechęci wobec obcokrajowców nie dotyczy wyłącznie jednego kraju. Jej zdaniem podobne zjawiska można obserwować w różnych częściach świata, a wpływ na nastroje społeczne mają również politycy i sposób prowadzenia publicznej debaty.

Jednocześnie Herasimenia nie chce, by pojedynczy atak przekreślił jej doświadczenia z życia w Polsce. Mieszka tutaj od kilku lat i – jak mówi – wcześniej nie spotkała jej podobna sytuacja.

Jej słowa brzmią szczególnie mocno w czasie, gdy temat relacji między Polakami, Białorusinami i Ukraińcami coraz częściej wywołuje gorące dyskusje. Sama sportsmenka wybiera jednak ostrożność zamiast prostych oskarżeń. Podkreśla, że obok złych zdarzeń istnieją również dobre historie i to o nich także warto mówić.

Reklama

Herasimenia przyznała również, że tęskni za Białorusią. Tam znajduje się jej dom i tam chciałaby kiedyś wrócić. Na razie jednak powrót nie jest możliwy. Była pływaczka, która po protestach przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki zaangażowała się w działalność opozycyjną, została na Białorusi skazana zaocznie na 12 lat więzienia.

Od olimpijskich medali do politycznej emigracji

Historia Herasimenii wykracza daleko poza dramatyczne wydarzenie na warszawskim dworcu. Przez lata należała do największych gwiazd białoruskiego sportu. Zdobywała medale olimpijskie i mistrzostw świata, a jej nazwisko znały miliony kibiców.

Reklama

Jak wspominała, jej droga do wielkiego sportu zaczęła się niemal przypadkiem. Jako dziecko trafiła na basen, a później rozpoczęła profesjonalne treningi. Z czasem przyszły sukcesy, ale również pierwsze poważne problemy. Jeszcze jako nastolatka została zdyskwalifikowana za doping. Po latach wróciła jednak do światowej czołówki i zdobyła trzy medale olimpijskie.

Po zakończeniu kariery jej życie zmieniło się po raz kolejny. Zaangażowanie w protesty na Białorusi sprawiło, że musiała opuścić ojczyznę. Dziś mieszka w Polsce i prowadzi szkółkę pływacką. Jak przyznaje, nie jest to życie, które kiedyś sobie wyobrażała. Nadal marzy o powrocie do kraju, ale nie wie, kiedy będzie to możliwe.

Reklama

Atak w Warszawie stał się kolejnym trudnym doświadczeniem w jej życiu. Mimo strachu Herasimenia nie pozwala jednak, by jeden napastnik zmienił jej stosunek do kraju, w którym znalazła schronienie. I być może właśnie ten fragment całej historii mówi najwięcej: po brutalnym ataku łatwo byłoby odpowiedzieć gniewem. Ona wybrała inną drogę.

Źródło: sportowefakty.wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości