W Warszawie nikt już nie mówi o kosmetycznych poprawkach. Zatrudnienie Marka Papszuna oznacza gruntowną przebudowę – bez sentymentów, bez taryfy ulgowej i bez oglądania się na nazwiska. Legia Warszawa wchodzi w nową erę, bo skala kryzysu po rundzie jesiennej była zbyt duża, by udawać, że wystarczą drobne korekty.
Brak europejskich pucharów, szybkie pożegnanie z Pucharem Polski i dramatyczna pozycja w Ekstraklasie – 17. miejsce – sprawiły, że klub potrzebował nie tylko trenera, ale architekta odbudowy. Papszun nie traci czasu. Przygotowania do wiosny ruszyły 5 stycznia, a wraz z nimi rewolucja w szatni.
Nowy szkoleniowiec ma jasną wizję: 20–22 piłkarzy ma wystarczyć do walki o ligowe punkty. Bez pucharów, bez gry co trzy dni, szeroka kadra jest – w jego filozofii – balastem. Tymczasem Legia startowała z 34 zawodnikami, w tym czterema bramkarzami, z których część i tak nie miała realnych szans na występy.
To dlatego lista skreśleń nie jest zamknięta. Pierwszy ruch już wykonano – wypożyczenie Noaha Weisshaupta zostało skrócone. Dziesięć meczów, brak gola i jedna asysta nie przekonały sztabu, że to element układanki Papszuna.
Na tym jednak nie koniec. Z Warszawą pożegna się również Marco Burch, który wróci do ojczyzny i zasili Servette. W defensywie to dopiero początek zmian – selekcja ma być bezlitosna, bo Papszun oczekuje intensywności, dyscypliny i pełnej realizacji założeń taktycznych.
W tle pojawia się jeszcze poważniejszy temat: wygasające kontrakty. Latem umowy kończą się m.in. Kacprowi Tobiaszowi, Radovanowi Pankovowi, Arturowi Jędrzejczykowi, Patrykowi Kun, Rafałowi Augustyniakowi, Juergenowi Elitimie, Bartoszowi Kapustce oraz Emalowi Krasniqiowi.
Nie wszyscy dotrwają do czerwca. Najbliżej zimowego rozstania są Pankov i Kun – ten drugi zna metody Papszuna jeszcze z Rakowa, co paradoksalnie nie gwarantuje mu miejsca w nowej Legii.
Najwięcej emocji budzi sytuacja Kapustki. Kapitan zespołu nie ma otrzymać propozycji przedłużenia kontraktu – decydują o tym nawracające kontuzje i brak ciągłości gry. To symboliczny moment: nowy trener pokazuje, że historia i opaska nie chronią przed decyzjami sportowymi.
Niepewna jest też przyszłość Steve'a Kapuadi, choć w jego przypadku zimowy transfer wydaje się mniej prawdopodobny.
Papszun doskonale wie, że bez goli nie będzie utrzymania. Dlatego w klubie rozglądają się za nowym napastnikiem – Mileta Rajović i Antonio Colak nie spełnili oczekiwań. Ich odejście zimą jest jednak mało realne – długie kontrakty skutecznie wiążą im ręce.
Na liście życzeń są także obrońca i skrzydłowy, którzy mają pasować do intensywnego, wymagającego stylu nowego szkoleniowca.
Jedno jest pewne: to nie jest rewolucja na pokaz. Papszun nie składa deklaracji o mistrzostwie, nie obiecuje cudów. Zamiast tego tnie kadrę, porządkuje struktury i przygotowuje drużynę do walki o przetrwanie, a dopiero potem – do odbudowy pozycji Legii.
Przy Łazienkowskiej zaczyna się czas decyzji, które mogą boleć. Ale dokładnie tego oczekiwano od trenera, który ma wyciągnąć klub z największego kryzysu od lat.
Źródło: sport.pl, przegladsportowy.onet.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze