Zabił żonę i teściową. Chciał odwołania od wyroku dożywocia

2024-01-18 15:00:37(ost. akt: 2024-01-18 15:03:26)
Zdjęcie jest ilustracją do tekstu

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: PAP/Aleksander Koźmiński

Przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku zakończył się w czwartek proces odwoławczy 59-latka, nieprawomocnie skazanego na dożywocie za zabójstwo żony i teściowej. Do zbrodni doszło w maju 2022 roku w Wyszkowie (Mazowieckie). Wyrok pierwszej instancji zaskarżył obrońca.
Obrona uważa dożywocie za karę rażąco surową i chce jej złagodzenia. Prokuratura i bliscy zmarłych, którzy występują w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi, chcą utrzymania wyroku. Orzeczenie sądu apelacyjnego na być ogłoszone za dwa tygodnie.

Sądy zajmują się zbrodnią, do której doszło nad ranem 10 maja 2022 roku w Wyszkowie (Mazowieckie). Spalił się tam dom jednorodzinny; po ugaszeniu ognia strażacy znaleźli w środku zwłoki dwóch kobiet. Okazało się, że nie zginęły w pożarze, a zostały zamordowane. Zebrane dowody wskazywały, że ze zbrodnią może mieć związek mąż i zięć ofiar, kobiet w wieku 58 i 83 lat.

Podczas zatrzymania, które miało miejsce następnego dnia w lesie w okolicach wsi Leszczydół Nowiny, ukrywający się tam wyszkowianin próbował zaatakować policjantów nożem, ci użyli broni. Mężczyzna został zraniony w nogę i obezwładniony, trafił od szpitala, a po postawieniu mu zarzutów zabójstwa dwóch osób, czynnej napaści na funkcjonariuszy oraz wywieranie wpływu na czynności funkcjonariuszy groźbą bezprawną - do aresztu.

Według ustaleń śledztwa, wcześniej dochodziło też do znęcania się - psychicznego i fizycznego - oskarżonego nad żoną i teściową.

Proces w pierwszej instancji odbywał się przed Sądem Okręgowym w Ostrołęce. Uznał on 59-latka za winnego zabójstwa obu kobiet, ale też m.in. podpalenia domu należącego do żony, zniszczenia jej samochodu oraz czynnej napaści na funkcjonariuszy policji; w czerwcu ub. roku nieprawomocnie skazał oskarżonego na dożywocie, z możliwością skorzystania z warunkowego przedterminowego zwolnienia po co najmniej 25 lat latach więzienia.

Na rzecz pokrzywdzonych - bliskich ofiar - sąd zasądził również zadośćuczynienie i świadczenie finansowe w formie naprawienia szkody.

Apelację złożyła obrona. W jej ocenie dożywocie, do tego z zaostrzeniem (możliwość ubiegania się o przedterminowe warunkowe zwolnienie po co najmniej 25 latach) to kara rażąco surowa. Mec. Angelika Żuk-Proskień mówiła w swoim wystąpieniu końcowym, że sąd okręgowy zbyt małą wagę przyłożył do okoliczności łagodzących. Mówiła przede wszystkim o wcześniejszej niekaralności oskarżonego i zwracała uwagę, że przyznał się.

Prokuratura chce utrzymania wyroku. Piotr Bilewicz z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku przyznał, że dożywocie to kara wyjątkowa, o charakterze eliminacyjnym, której jedynym celem jest ochrona innych osób przed sprawcami najbardziej drastycznych przestępstw. Zwracał uwagę na okoliczności zbrodni i cechy oskarżonego. "Działał bez skrupułów, bezwzględnie, brutalnie, z premedytacją, był przygotowany" - mówił prok. Bilewicz.

Mówił też, że do zbrodni doszło bez żadnego racjonalnego uzasadnienia, a powodem było jedynie to, że - z powodu trwającego postępowania o znęcanie się nad żoną, w trakcie którego miał zakaz zbliżania się do niej - mężczyzna musiał opuścić dom.

Prokurator przywoływał też opinię psychologiczno-psychiatryczną, gdzie była mowa o dyssocjalnej osobowości oskarżonego. "W przypadku tego oskarżonego resocjalizacja niewątpliwie nie jest możliwa, istnieje zagrożenie, że może on popełnić inne przestępstwo o znacznym stopniu społecznej szkodliwości i społeczeństwo musi być przed nim ochraniane" - dodał prok. Bilewicz.

Oskarżony, który został na rozprawę dowieziony z aresztu, mówił o nieporozumieniach dotyczących spraw majątkowych w rodzinie; zaprzeczał, by znęcał się na bliskimi czy zniszczył samochód żony. "To oni mnie cały czas szantażowali w stosunku do przepisania ziemi i domu (...). To oni to wszystko sfingowali, żeby mnie z domu usunąć, żeby przejąć i mieć wszystko dla siebie" - mówił w ostatnim słowie.

O okolicznościach zbrodni nie wspominał. Powiedział, że winny się nie czuje i prosi o jak najłagodniejszy wymiar kary.(PAP)

autor: Robert Fiłończuk